Czy Polakom potrzebna jest Strategia Demograficzna 2040
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Około 75 procent dzieci rodzi się w związkach małżeńskich - mówi dr Krzysztof Szwarc, demograf, statystyk i ekspert Instytutu Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie w wywiadzie z Karolem Pomerankiem.
Karol Pomeranek: W wywiadzie opublikowanym 18 października br. na łamach „Gazety Wyborczej" pt. „Jak skłonić Polki do posiadania dzieci. Zakazać Tindera czy ograniczyć liczbę rozwodów?", rozmówczyni, prof. Irena Kotowska ocenia rządową strategię demograficzną. A w zasadzie nie strategię, a pewien dokument, który – tu cytat – strategią demograficzną nie jest, a jedynie „skupioną na prokreacji małżeńskiej propozycją działań na rzecz wzrostu dzietności". Panie Doktorze, tak na chłopski rozum. To jest strategia czy coś tam tylko na jej kształt?
dr Krzysztof Szwarc: Bardzo szanuję i cenię Panią Profesor, niemniej jednak nie rozumiem tego rodzaju oburzenia, albowiem nie jest tajemnicą, że większość dzieci przychodzi na świat w związkach małżeńskich. Więc, tak jak pan wspomniał „na chłopski rozum", im więcej będziemy mieli małżeństw, tym więcej narodzi się dzieci. Oczywiście, pewnych zmian kulturowych nie powstrzymamy, ale nie krytykowałbym twórców strategii demograficznej za tego rodzaju podejście do tej złożonej problematyki. Przede wszystkim jej autorom należą się wielkie brawa za próbę ratowania polskiej demografii.
KP: To idźmy dalej. Pada zarzut, że w projekcie używa się słowa „naród", a spadek liczby ludności opisuje się jako „zanik biologiczny narodu". –Tymczasem demografia nie zajmuje się „narodem", ale ludnością danego terytorium. Taka ideologizacja procesów ludnościowych jest szkodliwa dla zrozumienia ich przebiegu – mówi pani profesor.
KS: Być może twórcom strategii chodziło o podniesienie rangi problemu, polskość, stąd tego rodzaju sformułowania. Procesy demograficzne inaczej przebiegają wśród rdzennych Polaków, inaczej wśród ludności napływowej. W przypadku społeczności imigracyjnej notujemy wyższą dzietność, ale to temat na inną dyskusję. Nawiasem mówiąc, sam skrytykowałem frazę „zanik biologiczny narodu". Naród bowiem nie zaniknie, może jedynie dojść do zmniejszenia jego liczby.
KP: Panie Doktorze, ponoć osiągnięcie współczynnika dzietności na poziomie 2,1 dziecka na kobietę do 2040 roku jest nierealne. Jak tłumaczy pani profesor, jeszcze nigdzie i nikomu nie udało się dojść z tak niskiej dzietności do wartości gwarantujących zastępowalność pokoleń w tak krótkim czasie. Osiągnięcie wskaźnika 2,1 dziecka do 2040 roku jest nierealne?
KS: Jest bardzo trudne, niemniej jednak w strategii mamy również inaczej liczbowo zdefiniowane cele z etapem na poziomie 1,8 do docelowego wskaźnika 2,1. Zostało nam tylko 18 lat, więc na pewno jest co robić w tym temacie. Przypomnę tylko, iż spadek z poziomu 2,1 w roku 1989 do 1,2 zajął nam 14 lat. Zdaję sobie sprawę, że pójście niejako w drugą stronę jest trudniejsze, gdyż musimy finalnie przekonać matki, by rodziły w swoim życiu co najmniej dwójkę dzieci.
KP: Ponoć nie podniesiemy dzietności promując posiadanie większej liczby dzieci…
KS: Jestem zwolennikiem promowania dzietności. Jeśli ktoś obserwuje w różnego rodzaju produkcjach filmowych, że pojawienie się dziecka to jeden wielki „dramat", najprawdopodobniej nie będzie miał dziecka, to oczywiste. Powinno się promować dobre strony rodzicielstwa, edukować kolejne pokolenia Polaków już od najmłodszych lat. Promowanie dzietności jest jednym z elementów jej poprawy.
KP: Jak czytamy w wywiadzie, mniejsza trwałość związków małżeńskich wynika z tego, jak ludzie się dobierają i ze sobą żyją, z zachowań kształtowanych zwłaszcza przez zmiany kulturowe. Na to przez usilną promocję atrakcyjności małżeństwa – zdaniem pani profesor – nie wpłyniemy. Z rządowego dokumentu bije podejście dyskryminujące inne formy rodziny i eksponowanie małżeństwa?
KS: Nie możemy zapominać, że około 75 procent dzieci rodzi się w związkach małżeńskich. Pomijając te liczby, w wywiadzie negowana jest sama trwałość związku małżeńskiego. Tymczasem nie zapominajmy, iż młode osoby wzorują się na swoich rodzicach. Gdy ich związek się rozpada, w młodych głowach pojawia się wniosek „ja nie chcę w takim związku żyć". I to jest bardzo złe podejście do tej ważnej sprawy. Szczęśliwi rodzice to większa szansa na to, że również dzieci będą dążyły do szczęśliwości.
KP: Jakie byłyby konsekwencje, gdyby ta czy jakakolwiek inna strategia nie została wdrożona?
KS: Potężne w wymiarze gospodarczym i politycznym. Gdy charakteryzujący się niską dzietnością wyż demograficzny z rynku pracy trafi na emeryturę, pojawi się problem w polskim systemie ubezpieczeń, gdzie kolejne pracujące pokolenia utrzymują grupę emerytów. Proszę także zauważyć, że w 2003 roku współczynnik dzietności był bardzo niski. Dziś osoby z tego rocznika mają po około 18 lat. Za lat dziesięć ta mała grupa będzie rodzić własne dzieci. I co wtedy? Jednym słowem, tego rodzaju strategia powinna być wdrożona już dawno.
KP: Co jeszcze zaskoczyło Pana w wywiadzie?
KS: Tak jak wspomniałem, szanuję Panią Profesor, ale odnoszę wrażenie, że uległa narracji narzuconej przez panią redaktor, stąd różnego rodzaju dość nieszablonowe spostrzeżenia. Na pytanie o rzekome podwojenie liczby narodzin w ciągu zaledwie dwóch dekad, pani profesor nie zareagowała odpowiednio, choć w strategii nie ma mowy o takich liczbach. Według moich szacunków, może się okazać, iż pozom 2,1 uda się osiągnąć wzrostem liczby narodzin do 390 tysięcy, co jest liczbą o kilkadziesiąt tysięcy większą niż ma to miejsce obecnie, a nie podwojeniem.
KP: I pewnie też zdziwiło Pana pytanie, że mężczyźni nie chcą mieć dzieci…
KS: Tak, pani redaktor chyba zna jakieś inne badania... Otóż mężczyźni chcą mieć dzieci. Tylko niewielki odsetek mężczyzn nie chce. Ale na tej podstawie nie można formułować tego rodzaju tez. Nawet jeśli ktoś nie jest demografem.
KP: W innym pytaniu mowa jest o grach komputerowych, o których z kolei mowa ponoć w strategii.
KS: Nie wiem, skąd tutaj nagle wzięły się gry komputerowe, o których w strategii się nie wspomina. Tutaj też zabrakło reakcji pani profesor, która najwyraźniej chciała być dla swojej rozmówczyni miła. A szkoda, bo pewne rzeczy bez sprostowania idą później w świat.
Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiał
Karol Pomeranek
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.