Śmierć bliskiej osoby - jak rozmawiać z dziećmi o nagłej stracie i żałobie
Rozmowa z dziećmi o śmierci bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych zadań. Przeczytaj, jak pomóc im przejść przez etapy żałoby i radzić sobie ze stratą.
Rozmowa z dziećmi o śmierci bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych zadań. Przeczytaj, jak pomóc im przejść przez etapy żałoby i radzić sobie ze stratą.
Dziś nie będzie na wesoło. Bo w życiu każdej są i takie chwile, że trzeba się zatrzymać. Dwa miesiące temu moja rodzina doświadczyła śmierci bliskiej osoby, zmarła nagle moja mama. Tato nie żyje już od jedenastu lat. Zostałam sierotą.
Śmierć bliskiej osoby...
... zawsze jest za wcześnie, zawsze nie w czas i zawsze boli. Choćbyśmy nawet na nią czekali, bo ktoś od miesięcy cierpi, i najlepsze, czego można by życzyć, to koniec, który przyniesie ulgę – to i tak będziemy to bardzo przeżywać.
Nasza mama, choć miała na to zaledwie trzy dni, przygotowała nas na swoje odejście, na to, byśmy pogodzili się ze stratą, z nową rzeczywistością bez niej. Jeszcze dwa tygodnie przed śmiercią jeździła z naszymi dziećmi na rowerze. Nikt nie podejrzewał, że to są nasze ostatnie chwile razem.
Kiedy trafiła do szpitala, mieliśmy nadzieję, że z tego wyjdzie, że wróci do domu i wszystko będzie jak zawsze. Choć była ogromnie osłabiona, nie przestawała żartować i „ustawiać" nas jak dawniej. Ale była świadoma, bardziej niż my, że to jej ostatnie chwile. Chciała, byśmy wrócili do domu, żebyśmy nie patrzyli, jak umiera.
A my? Chcieliśmy z nią być, czuwaliśmy przy jej łóżku dniem i nocą, mając świadomość, że nie wszystko jeszcze powiedzieliśmy, że już nigdy nie będziemy mieli takiej okazji, że w tym trudnym czasie powinniśmy być z nią. Chyba nie potrafiliśmy pozwolić jej odejść, chcieliśmy być z nią jak najdłużej. Ale śmierć stawała się coraz bardziej realna.
Kiedy zaczęło się jej odchodzenie, naturalne dla nas było to, że powinniśmy dać możliwość pożegnania się z nią również naszym dzieciom. Zadzwoniłam, by mąż przyjechał z nimi, by mogły pożegnać się z ukochaną babcią. Nie zapomnę tej chwili do końca życia. Dzieci po kolei podchodziły i ściskały babcię ostatni raz w życiu. Tylko najmłodsza nie uściskała jej, bo bała się, że może jej tym zaszkodzić, że uszkodzi jakąś rurkę, kabelek, których było sporo. Ale nic na siłę. Pytaliśmy dzieci, czy tego chcą, do niczego nie zmuszaliśmy. Przecież dla nich to też była ukochana osoba. Wtedy zobaczyłam, jak ważne jest wsparcie rodziny.
Pielęgniarki próbowały nas zniechęcić, mówiąc, że zafundujemy dzieciom traumatyczne przeżycia. A przecież śmierć jest częścią życia! Nie możemy udawać, że to nas nie dotyczy. Wiadomo, że pojawiają się takie uczucia jak strach, niepewność, które od zawsze są związane ze śmiercią, z myślą o umieraniu. Ale musimy nauczyć się radzić sobie ze stratą. Czasem reakcją na śmierć ukochanej osoby może być depresja, objawy somatyczne, rozbicie psychiczne. Czasem potrzebna jest pomoc psychologa. Ludzie różnie radzą sobie z żałobą. Tym bardziej musimy pomóc w przeżywaniu jej naszym dzieciom.
Pozwól sobie na żałobę po stracie bliskiej osoby
Jestem zwolenniczką mówienia dzieciom prawdy, również tej najtrudniejszej, którą jest wiadomość o śmierci kogoś bliskiego. Musimy oczywiście dostosować język i sposób przekazu do wieku dziecka, ale nie możemy okłamywać, że na przykład ukochany dziadek wyjechał na wycieczkę. Za tydzień, dwa, miesiąc – dziecko zapyta, kiedy dziadek wróci. Na pewno.
Zarówno my, jak i nasze dzieci, musimy poradzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby, musimy przejść przez wszystkie etapy żałoby. Tego nie da się ominąć, wymazać z pamięci, udawać, że nic się nie stało. Każdy z nas musi tę sytuację przepracować. To jest proces żałoby.
Pamiętam dzień pogrzebu mojego taty. Wracaliśmy do domu z moją mamą, a nasz wtedy czteroletni syn zapytał: „Kiedy wyjmiemy dziadka z tego pudełka?" Mama rozpłakała się wtedy strasznie. Odpowiedziałam: „Nigdy. Dziadek już w nim zostanie". Później długo tłumaczyłam mu, co się dzieje z człowiekiem po śmierci – takim prostym językiem, na jego poziomie. On musiał sobie to wszystko w głowie poukładać, zmierzyć się z tym, a robił to zadając pytania. Dla mnie to też było oczyszczające i wręcz terapeutyczne. A jeśli wierzymy w życie po śmierci – jest nam łatwiej.
Odpowiadanie dzieciom na pytania o śmierć, zwłaszcza śmierć dziadków, brata lub siostry, pozwala nam lepiej przeżyć własną żałobę. Musimy pozwolić dzieciom na odczuwanie emocji, na wyrażenie tych emocji. Przecież śmierć osoby bliskiej to jest jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. Dla nas – dorosłych, a co dopiero dla dziecka.
Jeśli straciliście dziecko – powiedzcie o tym swoim dzieciom. Ich językiem. To będzie bardzo trudne. Pamiętam, gdy powiedzieliśmy córce, wtedy trzyletniej, że z dwojga dzieci u mnie w brzuchu przeżyło tylko jedno. Była zła, rozgoryczona, smutna i załamana. Ale po czasie, po przeżytej żałobie, potrafiła już nawet znajomym mówić, że ona oprócz tej urodzonej siostrzyczki ma jeszcze brata, który umarł, zanim się urodził. I to była dla niej oczywistość. Nam jeszcze oczy zachodziły łzami na to wspomnienie, a ona już była na innym etapie – wyższym.
Boimy się rozmów o śmierci głównie dlatego, że nie wiemy, co powiedzieć. Bólu osoby, która doświadczyła śmierci kogoś bliskiego, nie da się ukoić słowami. Czasem wystarczy samo bycie blisko i czekanie na jej ruch. Czasem jest nam łatwiej, gdy doświadczyliśmy tego sami. Możemy powiedzieć „Wiem, co czujesz, bo przeżywałam to samo jakiś czas temu".
Jak przeżywać i wspierać osobę w żałobie po śmierci kogoś bliskiego?
Czytałam historię ojca, który stracił syna (piąte dziecko) i żonę jedocześnie. Choć miał wsparcie rodziny, musiał zmagać się z własną stratą, z żałobą starszych dzieci, z tym wszystkim, co nazywa się codziennością. Gdy dzieci spały – płakał co wieczór w poduszkę. I wtedy do jego drzwi zapukały dwie sąsiadki. W krótkich, żołnierskich słowach oznajmiły, że będą mu na zmianę gotowały obiady dla dzieci, żeby choć tak przynieść ulgę. Codziennie pod drzwiami stał garnek i kartka, co trzeba z nim zrobić. Odgrzać w piekarniku, czy na kuchence. Po kilkunastu tygodniach powiedział, że jest już gotowy na ogarnięcie tej sfery życia i chciałby im podziękować na pomoc i wsparcie. Okazało się, że w całą akcję były zaangażowane też inne sąsiadki, poza tymi dwoma. W sumie kilkanaście. Nie miały odwagi przyjść i mu to zaproponować, ale chciały coś dla niego zrobić. Był bardzo wzruszony, gdy mu o tym powiedziały. Czasem zwyczajnie, jak mawia nasz znajomy, wystarczy po prostu być.
W tych dniach temat śmierci będzie się zapewne często pojawiał w naszych domach, rodzinach, na spotkaniach. Choć to dla wielu z nas temat trudny i bolesny, nie uciekajmy od niego. A przede wszystkim nie oszukujmy naszych dzieci. Spróbujmy rozmawiać z nimi nawet za cenę naszego bólu. Każdy przeżywa żałobę na swój sposób, dajmy szansę i naszym dzieciom, by mogły ją przeżyć po swojemu.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.