Od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna wchodzi do polskich szkół jako przedmiot obowiązkowy - ale większość rodziców wciąż nie wie, jakie narzędzia prawne ma do dyspozycji, by chronić swoje dzieci i egzekwować własne prawa.

Złożenie oświadczenia o rezygnacji z zajęć to ruch najprostszy i w zasadzie jedyny, o którym słyszała większość rodziców. Mec. Marek Puzio, starszy analityk Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, pokazuje w rozmowie z Polskim Forum Rodziców, że rodzic ma do dyspozycji znacznie więcej narzędzi dbania o swoje prawa. Jedno z nich potrafi zatrzymać w drzwiach szkoły zewnętrzną organizację z warsztatami - i nie jest nim zgoda pojedynczego rodzica.

Rozróżnienie, od którego zaczyna prawnik w rozmowie, brzmi technicznie, ale ma bardzo praktyczne konsekwencje. Władza rodzicielska dotyczy relacji z dzieckiem - kierowania jego rozwojem fizycznym i duchowym. Prawa rodziców są zwrócone na zewnątrz: wobec osób trzecich, wobec szkoły i wobec państwa. Źródło mają jednak to samo.

„Władza rodzicielska, prawo rodziców do tego, żeby wychowywać dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i kierować tymi dziećmi, dopóki znajdują się pod ich władzą rodzicielską, wynika z samego faktu zrodzenia dzieci. To jest prawo naturalne, ono nie jest z nadania państwowego." - mówi Marek Puzio

Prawo dzieli się na dwa porządki. Prawo stanowione (nazywane też pozytywnym) to wszystko, co uchwala parlament i podpisuje prezydent: konstytucja, ustawy, rozporządzenia - powstaje decyzją władzy i decyzją władzy może zostać zmienione. Prawo naturalne obowiązuje niezależnie od tego, czy ktokolwiek je spisał - wynika z natury człowieka i z relacji, w jakich człowiek się znajduje. W kontekście praw rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami wynika ono po prostu z tego, że ktoś jest matką albo ojcem dziecka.

Relacja między tymi porządkami przesądza o całej reszcie. Wpisując prawo pierwszeństwa rodziców do wychowania własnych dzieci do art. 48 ust. 1 Konstytucji, ustawodawca tego prawa nie tworzy - odkrywa jego istnienie i potwierdza je na piśmie. Zachowuje się w tym miejscu raczej jak notariusz: spisuje stan, który istniał wcześniej niż przepis. Praktyczny wniosek jest taki, że skoro państwo tego prawa nie nadało, to nie może go odebrać - może je najwyżej naruszyć, i wtedy to naruszenie da się zakwestionować.

Różnica między zdaniem „rodzice mają prawo, bo tak zapisano" a zdaniem „zapisano, bo rodzice to prawo mają" wygląda na akademicką dopóty, dopóki nie dojdzie do sporu ze szkołą. Wtedy okazuje się, że rodzic albo prosi urzędnika o respektowanie jego praw, albo powołuje się na coś, czego dyrektor nie ma jak mu cofnąć ani podważyć. Warto przy tym pamiętać, że w nauce prawa nie jest to pogląd bezsporny - pozytywizm prawniczy wywodzi moc obowiązującą wyłącznie z aktu ustawodawcy i nie uznaje żadnego porządku ponad nim.

Akty prawne, które powinien znać każdy rodzic

Miejsca w polskich aktach prawnych, gdzie zapisano prawa rodzicielskie, to przede wszystkim Konstytucja RP. Oprócz wspomnianego art. 48 ust. 1 istotny jest art. 53 ust. 3, który mówi o wychowaniu zgodnym z przekonaniami moralnymi i religijnymi. Prawo międzynarodowe rozszerza ten katalog o przekonania pedagogiczne i filozoficzne. Konwencja o prawach dziecka w art. 14 zobowiązuje państwa do respektowania wolności myśli, sumienia i wyznania dziecka, a jednocześnie - do poszanowania prawa rodziców do kierowania dzieckiem w korzystaniu z tego prawa.

Wynika z tego jedna rzecz, o której w sporze ze szkołą zapomina się najczęściej.

„Te prawa rodzice mają zarówno wówczas, gdy dziecko znajduje się pod ich bezpośrednią opieką w domu rodzinnym, jak również nie ulegają one zawieszeniu, gdy dziecko przebywa w szkole." - mówi w rozmowie z Polskim Forum Rodziców Marek Puzio

Szkoła nauczy dziecko, jakie ma prawa wobec rodziców

W podstawie programowej edukacji zdrowotnej dla klas IV–VI znalazło się sformułowanie: uczeń zna prawa i obowiązki dziecka i rodziców. Mowa o dzieciach w wieku 10–12 lat. Rzecz w tym, kto tej lekcji udziela i czego ona dotyczy - mecenas zwraca uwagę, że prowadzi ją ktoś, kto z punktu widzenia rodziny jest osobą obcą, a tematem spotkania są prawa samego dziecka, a przy okazji to, co wolno i czego nie wolno jego matce i ojcu.

„Wyobraźmy sobie taką sytuację, że do naszego domu przychodzi obca osoba, zabiera nasze dziecko do osobnego pokoju, my gdzieś tam z pokoju obok możemy się przysłuchiwać czy przyglądać temu, co się tam dzieje, i ta osoba uczy właśnie to nasze dziecko, jakie to nasze dziecko ma prawa, jakie ma obowiązki, jakie prawa i obowiązki mamy my jako rodzice względem tego dziecka. Intuicyjnie wyczuwamy, że jest tu coś nie tak, jest jakiś brak zaufania." - mówi prawnik

„Jest to w mojej ocenie dobitny wyraz braku zaufania do rodziców." - podkreśla mec. Puzio

Rodzice mogliby przekazać dziecku te informacje sami. Mec. Puzio uważa, że jeżeli państwo woli zrobić to przez szkołę - i to w części obowiązkowej - oznacza to, że rodzicom w tej sprawie po prostu nie ufa. Poważniejszy jest jednak skutek uboczny: obowiązki na takiej lekcji też się pojawią, ale nikt nie ma wpływu na to, co dziecko z niej wyniesie.

„Oczywiście gdzieś tam przy okazji obowiązki, tylko pytanie, co ten uczeń zapamięta, do czego bardziej będzie przykładał uwagę." - mówi prawnik

Dziecko, któremu od najmłodszych lat akcentuje się jego prawa, zaczyna ich używać tam, gdzie ma je najbliżej - czyli wobec matki i ojca. Zamiast wzmocnienia relacji pojawia się w niej druga strona sporu. Konflikt między dzieckiem a rodzicami wpisany jest w tę lekcję od początku, choć w podstawie programowej nikt go tak nie nazwał.

Rada rodziców to nie tylko pieniądze na wycieczkę

Rodzice, którzy zgłaszają się do Ordo Iuris, zwykle nie wiedzą, co im wolno. Najlepiej widać to na przykładzie, który zna każdy uczestnik szkolnych zebrań.

„Uczestnictwo w trójkach klasowych czy w radzie rodziców częściej kojarzy się z tym, żeby zrobić zakup z okazji Dnia Nauczyciela, różnych upominków, prezentów, czy zebrać pieniądze na wycieczkę." - mówi Marek Puzio

Prawnik nie namawia, żeby z tego rezygnować - zwraca za to uwagę, że rada rodziców, reprezentująca wszystkich rodziców uczniów danej szkoły, ma w ustawie Prawo oświatowe zapisany zestaw uprawnień, po które sięga się rzadko.

„Zgodnie z tą ustawą może ona składać wnioski, opinie we wszelkich sprawach dotyczących działalności szkoły." - podkreśla mec. Puzio

Do kompetencji rady należy też gromadzenie środków na wspieranie działalności statutowej szkoły - niekoniecznie muszą to być wycieczki. Mogą to być warsztaty prowadzone przez specjalistów z zewnątrz, choćby o bezpiecznym korzystaniu ze smartfonów. Mec. Puzio wskazuje przy tej okazji prowadzoną przez psycholog Bognę Białecką Fundację Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii oraz program „Szkoła przyjazna rodzinie", realizowany przez współpracujące z Ordo Iuris Centrum Życia i Rodziny.

„Mamy ranking szkół przyjaznych LGBT, możemy mieć też szkoły przyjazne rodzinie." - wskazuje prawnik

Na zebraniach widać jednak co innego: udział w radzie traktowany jest jako dodatkowy obowiązek, a pole zostaje nieobsadzone i niezagospodarowane. Prawnik wskazuje dwie przyczyny tej sytuacji. Pierwsza to zwykła nieznajomość uprawnień. Druga jest mniej wygodna: szkoła niekoniecznie chce, żeby rodzice wtrącali się w sprawy wychowawcze, więc obie strony traktują się nawzajem jako zło konieczne.

POLSKIE FORUM RODZICÓW

Jedna opinia, bez której organizacja z zewnątrz nie wejdzie do szkoły

Przed pierwszym wrześniowym zebraniem warto wiedzieć, że rada rodziców ma jedno potężne narzędzie kontrolowania tego, co dzieje się w szkole. Jeżeli jakikolwiek zewnętrzny podmiot chce wejść do szkoły i prowadzić na jej terenie jakąkolwiek działalność, musi mieć zgodę rady rodziców.

„Jeżeli jest brak takiej pozytywnej opinii rady rodziców, to zewnętrzny podmiot nie może wejść do szkoły z warsztatami." - mówi mec. Marek Puzio

Dotyczy to szkół publicznych, prowadzonych przez samorząd. W szkołach prywatnych swoboda placówki jest większa, ale tam rodzic godzi się na profil szkoły w chwili, gdy ją wybiera.

Rezygnacja z edukacji zdrowotnej - co jest dobrowolne i jak złożyć oświadczenie

Na łamach Polskiego Forum Rodziców od ponad dwóch lat przyglądamy się zajęciom edukacji zdrowotnej i pomysłom resortu edukacji na te lekcje. Po likwidacji wychowania do życia w rodzinie ministerstwo edukacji postanowiło początkowo wprowadzić edukację zdrowotną jako przedmiot nieobowiązkowy - skutkowało to frekwencją na poziomie zaledwie 30 proc. Od września 2026 r. przedmiot będzie obowiązkowy, z wyłączeniem komponentu edukacji seksualnej, który pozostaje dobrowolny i z którego dziecko można wypisać.

Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły w porozumieniu z Ordo Iuris przygotowała wzór oświadczenia o rezygnacji z zajęć edukacji zdrowotnej - zdrowie seksualne. Wynika to z § 5 rozporządzenia Ministra Edukacji z dnia 17 lipca 2026 r., w którym czytamy, że uczeń niepełnoletni nie bierze udziału w zajęciach, jeżeli jego rodzice lub opiekunowie prawni zgłoszą dyrektorowi szkoły w formie pisemnej rezygnację z udziału ucznia w tych zajęciach.

„Rodzice mogą i powinni w moim przekonaniu wypisać dziecko z tych zajęć edukacji seksualnej, które są dobrowolne." - apeluje prawnik z Ordo Iuris

Rok wcześniej ministerstwo wyznaczyło datę 25 września, a część szkół odrzucała dokumenty złożone wcześniej. Prawnik uważa tamtą praktykę za bezpodstawną.

„To nie wynikało z przepisów, takie oświadczenie powinno być honorowane." - wskazuje mec. Puzio

Rozporządzenie jest już podpisane przez minister edukacji Barbarę Nowacką i opublikowane w Dzienniku Ustaw, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by składać oświadczenia od razu. Dokument należy złożyć u dyrektora szkoły. Wzór dokumentu dotyczący roku szkolnego 2026/2027 publikuje między innymi serwis ratujmyszkole.pl oraz strony prowadzone przez Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.

W tym samym oświadczeniu rodzic deklaruje też sprzeciw wobec omawiania z uczniami tematów dotyczących życia rodzinnego, małżeństwa i rodziny oraz pojęć związanych z płciowością. Chodzi o takie zagadnienia jak:

  • różnorodność płciowa i tożsamość płciowa

  • transseksualizm, transpłciowość

  • tranzycja społeczna, medyczna i prawna

  • prawa seksualne i orientacja seksualna

Zastrzeżenie ma sens, bo treści te wchodzą do części obowiązkowej przedmiotu, który podlega ocenie i decyduje o promocji do następnej klasy. Rodzic zastrzega więc, że jeśli tematy będą podejmowane, nie mogą podważać wartości trwałego małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny ani wartości życia poczętego. Nie na każdej lekcji taka tematyka się pojawi - mec. Puzio podkreśla, że warto dowiedzieć się, kiedy konkretne tematy są planowane, i zwolnić dziecko z tych pojedynczych zajęć. Najwygodniej, gdyby przedmiot wypadał na pierwszej albo ostatniej godzinie - byłby to, jak ujmuje to prawnik, „wyraz uznania ze strony szkoły i dyrekcji" dla praw rodzicielskich.

Kiedy szkoła nie odpowiada - od nauczyciela do sądu administracyjnego

W oświadczeniu pada zdanie, że jego nieuwzględnienie może stanowić naruszenie Kodeksu cywilnego. W praktyce rodzic ma do wyboru kilka szczebli działań prawnych, jeśli szkoła nie respektuje treści złożonego dokumentu. Jeżeli nauczyciel ignoruje oczekiwania rodziców, pierwszym adresatem jest dyrektor, który pełni funkcję pierwszego organu nadzoru pedagogicznego. Gdy porozumienia nie ma albo szkoła w ogóle nie odpowiada, pozostaje skarga do organu prowadzącego lub do kuratora oświaty.

Co do tej drugiej drogi, mec. Puzio nie kryje sceptycyzmu.

„Bardzo możliwe, że kuratorzy z nadania minister Nowackiej nie będą respektowali takiej linii prokonstytucyjnej." - wskazuje Marek Puzio

Chodzi o uznanie, że w wychowaniu pierwsi są rodzice, a szkoła idzie po nich. Zależność jest oczywista: wystarczy jeden podpis ministra i kuratora nie ma. Dlatego istotna jest ścieżka, która od resortu nie zależy.

„Mamy możliwość nawet złożenia skargi na bezczynność do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego." - mówi prawnik

Ostatnim poziomem jest powództwo cywilne o naruszenie dóbr osobistych z żądaniem zadośćuczynienia. Ta droga ma sens w szczególnie jaskrawych przypadkach, a stroną pozwaną byłaby najprawdopodobniej szkoła reprezentowana przez dyrektora. Co do samej zasady stanowisko mecenasa jest jednoznaczne.

„Tutaj już wchodzimy w obszar wychowania i moim zdaniem Konstytucja stoi jak najbardziej po stronie rodziców." - podkreśla Puzio

Całej rozmowy z mec. Markiem Puzio, starszym analitykiem Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, można wysłuchać na kanale Polskiego Forum Rodziców.