Dzisiaj jest
child 2916844 1280Nie ma chyba ściślejszej i piękniejszej relacji niż matka – dziecko, szczególnie w początkach jego życia. Nie ma też chyba niczego bardziej wymagającego i absorbującego dla matki niż czas tuż po narodzeniu dziecka. Abstrahuję od różnego typu obiektywnych trudności, jak chociażby depresja poporodowa czy np. poważne problemy finansowe zakłócające możliwość spokojnego przeżywania połogu, abo jeszcze inne trudności… Jeśli jednak matka czuje się dobrze, ma zapewnione warunki spokojnego funkcjonowania, to na ogół centrum jej wszechświata stanowi wówczas właśnie relacja z dzieckiem.

Niektóre matki po tym początkowym euforycznym zachłyśnięciu się macierzyństwem, czują że potrzebują czegoś więcej, że chyba są gotowe wrócić do pracy. Korzystają więc z pomocy babć, niań, czasami żłobków. I to jest w porządku i jak najbardziej akceptowalne. Nie wydaje się, żeby były jakoś piętnowane społecznie bądź negatywnie oceniane. Ba, zapewnienie miejsc w żłobkach dla ich dzieci stało się w ostatnim czasie miarą skuteczności polityki prorodzinnej.

Ale jest też spora grupa mam, które chcą zostać z dziećmi w domu. Z badań wynika, że ponad pięćdziesiąt procent kobiet nie chce oddać dziecka do żłobka. Nawet gdyby ten żłobek był za darmo. Spora grupa nie chce też oddać dziecka w pierwszych latach jego życia na wychowanie niani ani nawet babci. Ale te kobiety zda się nie znajdują już na ogół pełnego społecznego zrozumienia. Najłagodniej mówi się o nich „kury domowe”, „matki Polki” lub stosuje się o wiele dosadniejsze określenia o o wiele bardziej pejoratywnym wydźwięku, żeby chociażby zacytować (w oryginalnej pisowni) jeden z komentarzy w mediach społecznościowych pod artykułem nt. programu 500+: „Tym wszystkim karynom, które siedzą całymi dniami na ławce by to trzeba było odebrać żeby łaskawie ruszyły do uczciwej pracy bo bezrobocie w Polsce ogromne a się robić nie chce bo można narobić dzieci i żyć z socjalu”.

No tak… matki, które kiedykolwiek były w domu z dziećmi, doskonale wiedzą, na czym takie „siedzenie” polega i że zdecydowanie do tego "siedzenia" nie nadają się te, kórym "się robić nie chce". W każdym razie polega na wszystkim innym, ale zdecydowanie siedzenia w tym jest najmniej…

Spójrzmy jednak na to z innej strony. Otóż, praca wykonywana w gospodarstwach domowych stanowi około 40 procent PKB. Innymi słowy tyle warta jest praca kobiet „siedzących” w domach (bo na ogół w domach "siedzą" kobiety). Tyle dokładają do naszego wspólnego garnka. Według GUS-u miesięcznie w Polsce praca wykonywana przez kobiety w domach ma wartość 25 mld złotych (coś ok. 2000 zł na osobę). A jeśli dodać do tego tezy noblisty z dziedziny ekonomii, Gary’ego Beckera, który twierdził, że z punktu widzenia rozwoju ekonomicznego praca wykonywana w gospodarstwie domowym jest ważniejsza niż to wszystko, co się dzieje na pozostałych stanowiskach pracy, ponieważ jeśli zabraknie kapitału ludzkiego nie da się go „odtworzyć” w krótkim czasie i rozwój zostanie zahamowany – wówczas z „siedzenia” w domach kur domowych może wyłonić się zupełnie inna rzeczywistość.

Jeśli zatem z punktu widzenia gospodarki kraju praca wykonywana w domu przez rodziców (najczęściej przez „niepracujące” matki) jest taką samą pracą, jak wykonywana w zakładach pracy (i jedyną, która przyczynia się do pozyskiwania kapitału ludzkiego niezbędnego w rozwoju gospodarczym), różni się tylko tym, że nie ma za nią wynagrodzenia (ani żadnych urlopów), skąd zatem taka swego rodzaju pogarda i patrzenie z góry na kobiety (często mądre, wykształcone, kreatywne), które decydują się zostać w domu z dziećmi? Gdzie się podziała nasza tolerancja, wolność wyboru i walka o prawa kobiet? O prawo do decydowania o sobie? Bo dlaczego napisanie tego artykułu miałoby mieć większą wartość niż ugotowanie w tym samym czasie obiadu dla trojga dzieci, dlaczego miałoby być bardziej akceptowalne społecznie niż pójście na spacer z trzylatkiem? 

A może to po prostu dyskryminacja? Może potrzebny nam nowy feminizm broniący wszystkich praw kobiet? Także prawa do bycia pełnoetatową mamą?


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com