W co się bawić – czyli Matki Polki gra o wizerunek
Zdjęcie: Pexels.com

W co się bawić – czyli Matki Polki gra o wizerunek

dr Paulina Michalska
 

Dobra ze mnie Matka Polka. Tak sobie mówię. Nie włączam non stop dzieciom bajek, by nie zawracały mi głowy. Tylko, kiedy mam gorączkę i naprawdę nie mam siły się nimi zająć, a energia zbytnio je rozpiera. No dobrze, włączam też, gdy mam pilną robotę, spotkanie online, na którym muszę mieć ciszę i spokój. W innych sytuacjach staram się grać z nimi w gry.

 
870 Dzialaj z nami
 

Bardzo nie lubi przegrywać

Nie wiem jak wy, ale ja zauważyłam, że kiedy bardzo długo nie gramy w jakąś grę, to później mamy taką frajdę, jakbyśmy grali w nią pierwszy raz.

W każdej rodzinie jest ktoś taki, kto bardzo, ale to bardzo nie lubi przegrywać. Na pewno macie już przed oczyma tego kogoś. U nas to jest nasz młodszy syn. Matko, jak on się wścieka, gdy przegrywa! Rzuca pionkami, kostką do gry lub kartami, w zależności od tego, w co gramy. Stroi fochy, wychodzi z pokoju, trzaska drzwiami, krzyczy jeszcze zza tych drzwi, odgrażając się, że następnym razem już z nami nie zagra, że to był ostatni raz i że jesteśmy bandą oszustów.
 
870 pexels cottonbro studio 4691570

Oczywiście co innego robi, gdy wygrywa. Demoniczny śmiech tryumfu, błyszczący wzrok i pogarda dla reszty. Normalka. Wiemy, że z tego wyrośnie. Wszyscy poprzedni jakoś wyrośli. Ale na dzisiaj jest to irytujące.


Zasady proste jak drut

Zorganizowaliśmy sobie ostatnio kilka takich wieczorów z grami. Zamówiłam też jedną nową i wczoraj dotarła. Dzieciaki ją znały, bo w czasie długiego weekendu grały w nią z kuzynką. Ja jej wcześniej nie znałam, ale widziałam, jaką mają frajdę, więc zamówiłam i dla nas.

Proste jak drut zasady, kilkanaście kart dla każdego, dzwonek jak w recepcji hotelowej na środku i zaczyna się wyścig. Kto pierwszy zgarnie cztery karty z każdego rodzaju.
 
870 pexels cottonbro studio 4691514

Ta gra ma kilka wersji, nazwijmy to, kolorystycznych. Kuzynka naszych dzieci miała karty z psami i kotami, a my kupiliśmy z bohaterami jednej ze znanych bajek. Gramy sobie z Najmłodszą przed południem same, bo ona chora, ja chora a reszta w szkołach. Spokojniutko, jak to dziewczyny. Po południu wrócili wszyscy i zaczęliśmy grać w mieszanym składzie.


Mieszany skład żartuje z Matki Polki

A jeśli chłopacy dołączyli, to znaczy – będzie rywalizacja! No i docinki ze strony tego, który nie lubi przegrywać. Na jednej z kart widnieje rysunek brzydkiej jak noc kobiety. Chyba jakieś czarownicy. Za bardzo tej bajki nie znam.
 
870 matkaPolka

Wielki nos, gruby brzuch i ten makijaż rodem z lat osiemdziesiątych! W rozdaniu dostałam trzy karty z tą postacią, więc musiałam jeszcze „upolować” jedną do kompletu. Ten-co-to-nie-lubi-przegrywać krzyczy od razu: - O! Brakuje ci jeszcze tylko „Matki Polki”! Czujecie? Najbrzydsza, najgrubsza i odrażająca postać w całej grze dostała od moich dzieci przydomek „Matki Polki”! Skandal! Kogo ja wychowałam? Potwory jakieś, normalnie! Tarzali się ze śmiechu z tego żartu. Naprawdę! W końcu nie wytrzymałam i sama zaczęłam się śmiać na całe gardło.
 

Wiedza to potęga, ale instynkt silniejszy

Takich przypadków przydzielania mi dziwnych ról mamy w naszej rodzinie więcej. Pamiętam, jak najstarsza córka miała chyba ze trzy latka. Upiekłyśmy piernikową stajenkę na Boże Narodzenie. Obiecałam jej, że po świętach ją zjemy. Siedziała więc wpatrzona w lukrowane postacie i już na głos rozdzielała, kto kogo zje: Tata zje Józefa, bo jest tatą, ja zjem Dzieciątko Jezus, bo jestem dzieckiem i w dodatku urodzonym tego samego dnia, a ty mamo zjesz... (Oczywiście idąc tym kluczem, pomyślałam, że mi przypadnie w udziale Maryja! Każdy by tak pomyślał!)… krowę! Cudownie! Na dzieci to zawsze można liczyć!

Nie brakuje też emocji w grach na konsoli. Tak… Mamy, gramy i się chichramy. Jedna z ulubionych to „Wiedza to potęga”. Generalnie chodzi o to, by dobrze odpowiadać na pytania, zdobywać punkty i przeszkadzać w odpowiedzi innym, którzy nas wyprzedzają w tym wyścigu.
 
870 gaming 2259191 1280

I tutaj też wychodzą z nas najniższe instynkty. Są tacy, co to, jak tylko mogą, wybiorą wszystkie „przeszkadzajki” – lód, ciapę, bomby. Ale są tacy, jak nasza najmłodsza, która nikomu nic nie podrzuca. I wiecie co? Ona najczęściej wygrywa! Zadziwiające jest to, że ona jeszcze nie potrafi tak szybko czytać, a w dodatku nie zna się przecież na kategoriach w stylu „Znane pary filmowe”. Po prostu ma takie szczęście.


Czy coś jest nie fair

I to denerwuje naszego młodszego syna najbardziej. Że ona, jeszcze nie potrafiąca dobrze czytać wygrywa z nim, ze mną, z moim mężem! Ja się z tego śmieję, ale czasem, gdy proponuję, że zagramy w tę grę, młodszy syn odpowiada, że ta gra jest głupia, bo nawet siedmiolatki mogą ograć czterdziestolatka i że to jest nie fair.
Wiadomo. W grach z dziećmi nie chodzi o wygraną (jeśli myślimy o nas – rodzicach). To niesamowita okazja, by poznać charaktery każdego z dzieci. Zobaczyć, kto musi nauczyć się przegrywać i „brać na klatę” porażki, a kto umie cieszyć się tak, by innym nie było przykro.

No i na końcu pokazuje też, jak my sami radzimy sobie z porażkami. A dzieciaki patrzą na nas i „zapisują na swoich dyskach” nasze reakcje. Dobrego weekendu.
Zagrajcie w coś!

Autorka z wykształcenia jest kulturoznawcą i fizykiem medycznym. Pracuje z małżeństwami, które pragną mieć dzieci jako instruktor Creighton Model System - głównego narzędzia NaPROTechnology®. Jest mamą pięciorga dzieci i pasjonatką podróżowania.

CZYTAJ TAKŻE:

Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com, Paulina Michalska
 
870 Dzialaj z nami
 
Fixed Bottom Toolbar