Matka Polka jest „w polu” – czyli przedświąteczne wyznania sentymentalne
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Matka Polka jest „w polu” – czyli przedświąteczne wyznania sentymentalne

dr Paulina Michalska
 

Poległam. Był plan, była rozpiska, ale nie dałam rady. Mówiłam, że tak będzie? Mówiłam. Oto z pocieszeniem do was przychodzę. Nie wy jedne nie wyrabiacie.

 
870 Dzialaj z nami


Szopka z piernika i dwie ryby

Jest przedostatni dzień przed Wigilią a ja jestem „w polu”. I to dosłownie. Rozkopana ulica, polem musimy chodzić, a są roztopy i odwilż. Szopkę z piernika upiekłam, nawet polukrowałam. Dwie ryby kupiłam, i to by było na tyle.

Mój mąż nie lubi odgrzewanych dań, więc wszystko będę robiła jutro. I barszcz i pierogi i ryby… No i oczywiście makowce. Bo święta bez makowca to nie święta - w rozumieniu mojego męża. Dobrze, że moja mama już przyjechała, to chociaż obrusy będę miała wyprasowane. Poproszę ją, bo wiem, że lubi z żelazkiem śmigać.


Wspomnienia na pesel

Ale za to u fryzjerki byłam i włosy mam „zrobione”. Chociaż coś. Nie będę straszyła rodziny i gości. Bowiem już następnego dnia po świętach obchodzimy naszą dwudziestą rocznicę ślubu. Wierzyć się nie chce, że to tak szybko minęło. I nasza najstarsza już dorosła! Zachowuję się jak moja ciotka. Na pewno też taką macie w rodzinie. Tę, która zawsze, jak was widziała w dzieciństwie, to mówiła: - Jak ty urosłaś? No w życiu bym cię nie poznała, gdybym minęła cię na ulicy!

To właśnie jestem ja! Patrzę na to, gdzie jesteśmy i sama sobie nie wierzę. Zaraz po ślubie mieszkaliśmy kilka miesięcy w akademiku a później w wynajmowanej kawalerce. Ostatnio przejeżdżaliśmy obok tego bloku. Nie byłam tam od dwudziestu lat! Później dziesięć lat mieszkaliśmy w mieszkaniu po moich teściach, a od dziewięciu lat na wsi.

I pięcioro dzieci mamy i siwe włosy. No, ja nie mam, bo farbuję, ale mój mąż i owszem, i łysinę już ma na czubku głowy. Matko… Jaka ja się sentymentalna zrobiłam! Może to ten czas przedświąteczny, może mój pesel? Nie wiem.
 

Przed świętami z dzióbków sobie piją

Chciałabym, żeby mi tak zostało. To znaczy ten sentyment i rozmarzenie. Żebym na dzieci się nie wściekała, że nie pomagają. Swoją drogą, jak robią to inni, że tacy uśmiechnięci, radośni, nikt się nie wścieka przed świętami, z dzióbków sobie piją? Znacie takich?

Ja to raczej w telewizji widziałam w filmie jakimś. Na żywo to raczej nie. Bo wiadomo - w filmie, to cała ekipa od planu wykłada wszystko na stół, jedzenie z cateringu, panie od makijażu dbają o nienaganny wygląd, panie garderobiane (mówi się tak jeszcze?) o wyprasowaną sukienkę… To nie jest prawdziwe życie!


Święta się nie odbędą?

Muszę to sobie przypominać, kiedy patrzę na blaty w kuchni z armią naczyń czekających na swoją kolejkę do zmywarki. Albo na okruchy z popcornu na dywanie przy kanapie, albo na stertę obrusów i koszul do wyprasowania. I co? Święta się nie odbędą? Wiadomo. Lubię mieć wysprzątaną chatę, czyste okna (sześć najbrudniejszych umyłam), pachnący, biały obrus na stole. Lubię… Ale chyba bardziej lubię być spokojna. Trudne to jest jak nie wiem co. Dziś rano zapytałam tylko męża, czy nie wie, gdzie się podziały dwie tace. No i wywalił mi wszystko z tej jednej szafki, w której zazwyczaj te tace były, na sam środek kuchni.

Wkurzyłam się, bo podejrzewałam, że zostawi to już na tym środku i rzuci tylko przed wyjściem do pracy, że posprząta jak wróci. Tak zrobił tydzień temu ze skrzynią w łazience, w której chowamy stroje kąpielowe. Młodszy syn miał basen w szkole i nie mógł znaleźć kąpielówek. Dwa dni czekałam na schowanie tego z powrotem, aż sama to zrobiłam, bo miałam dość omijania tego za każdym razem, jak wchodziłam do łazienki.


Żeby wszystko było idealnie

I jak nie wybuchnąć? Macie jakieś sposoby? Wiadro melisy sobie parzycie? Melisa do ssania, nalewka z melisy? Taśma na usta?

Bo ja to bym chciała, żeby wszystko było idealnie. Żeby dzieci przyszły ze szkoły i zapytały, w czym mi pomóc albo, czy mam ochotę na herbatę. Żeby mąż już nie pracował po powrocie do domu ale był z nami i włączał się na przykład w lepienie pierogów, żeby znalazło się miejsce na regał, który przywiózł ostatnio a który stoi jeszcze w salonie… Żeby wszyscy byli zadowoleni z prezentów, jakie dostaną… Żeby nikt się nie rozchorował, żeby wszy nie było znowu w szkole, żeby mechanik nie „zaśpiewał” wysokiej ceny za naprawę naszego auta, żeby dzieciaki nie miały fochów. No i jak mawiają moje starsze dzieci: - I wtedy się obudziłam. No, nie mogłoby tak być? A! I żeby serniczek ani makowiec nie zostały ze mną do wakacji w udach i brzuchu. Ciebie prooosiimyyy…
 

Bo to właśnie są święta

Ale przyznajcie, że i bez tego pięknie będzie, prawda? Znowu damy się ponieść atmosferze, jakoś przychylniej spojrzymy na ludzi wokół, przyrzekniemy sobie w duchu, że będziemy się starać już zawsze takimi być, wybaczymy wszystko i otrzymamy wybaczenie, znajdziemy wreszcie czas dla bliskich, nic ani nikt nie będzie nas gonił… Bo to właśnie są święta. Gdyby to nie był wyjątkowy czas, to by się tak nie nazywał.

Dajcie się więc ponieść tej atmosferze, z karpiem lub bez, z niepolukrowanymi piernikami i za grubo pokrojoną sałatką, z zakalcem albo w ogóle bez ciasta. Pomyślcie, jak to dobrze, że możecie być razem, że nikogo nie brakuje, a jeśli tak, to tym bardziej bądźcie wdzięczni, że wam podarowano jeszcze wspólny czas. A jeśli trzeba, to wypijcie najpierw hektolitry melisy, policzcie do miliona i zaciśnijcie usta w odpowiednim momencie. Pięknych chwil w rodzinnym gronie wam życzę. I sobie też.

Autorka z wykształcenia jest kulturoznawcą i fizykiem medycznym. Pracuje z małżeństwami, które pragną mieć dzieci jako instruktor Creighton Model System - głównego narzędzia NaPROTechnology®. Jest mamą pięciorga dzieci i pasjonatką podróżowania.

CZYTAJ TAKŻE:

Zdjęcie: Pixabay.com
 
870 Dzialaj z nami
Fixed Bottom Toolbar