Nad grobami przodków

cemetery 289020 1280Agnieszka Dubiel

Było upalne letnie popołudnie. Dwoje dzieci w wieku szkolnym (czyli Kuzyn O. i ja) szło z babcią piaszczystą drogą przez las. Babcia śpiewała o kalinie, która rosła liściem szerokim i opowiadała o dzieciach, które czekały na powrót taty. W torbie niosła, oprócz kanapek i soku na drogę, sadzonki kwiatów i łopatkę. I znicz. Szliśmy na grób jej mamy, zmarłej dużo, dużo wcześniej, mniej więcej wtedy, gdy babcia była dziewczynką w naszym wieku. Odwiedzanie cmentarza było najbardziej naturalną sprawą na świecie. Prababcia nosiła moje imię, a jej grób jest pierwszym, jaki pamiętam.

Potem pojawił się drugi – ten, w którym pochowaliśmy dziadka. To było trudniejsze przeżycie, nie tyle ze względu na ostrą mroźną zimę i wysokie śniegi, ile na to, że dziadek był tym najlepszym, najważniejszym mężczyzną w moim kilkuletnim życiu. Dzięki niemu do dziś mam słabość do siwych głów łagodnych starszych panów.

Z sytuacji tej wyniknęła jedna korzyść: cała rodzina zaczęła zjeżdżać się na Wszystkich Świętych nie tylko po to, żeby wspólnie pomodlić się nad grobem, ale i po to, żeby potem spędzić długi wieczór przy stole. Bardzo lubiłam te rodzinne zjazdy, bo pozwalały chociażby spotkać się co jakiś czas i posłuchać wspomnień dorosłych, ale i obserwować, jak dorastają kuzynowie.

Teraz mieszkam daleko. Groby przodków zostały w Wielkopolsce i co roku na początku listopada zaczynam za nimi tęsknić. Choć nie tylko za nimi, ale i za tymi spotkaniami i za opowieściami rodzinnymi, jakie zawsze przy okazji można usłyszeć. W zeszłym roku pewnym pocieszeniem stało się aktualne zdjęcia nagrobków przysłane mi z tej okazji przez Kuzyna O. (tego samego, z którym chadzaliśmy przez las na grób prababci). Bo chcąc nie chcąc, stanie nad grobem wspólnego przodka tworzy między krewnymi niewidzialne więzi, które okazują się w jakiś sposób trwalsze niż upływający czas i coraz większe odległości.

Rodząc się w rodzinie, mamy mnóstwo osób dookoła. Otaczają nas wszyscy dziadkowie, wujkowie, ciotki, rodzice i starsze siostry. I wtedy wydaje nam się, że tak musi być, że tak będzie zawsze, bo taka jest kolej rzeczy. Ale długo nie trwa, gdy przesuwamy się nieco w tej sztafecie pokoleń. Bo oto dziadek umiera, a pojawia się młodsza kuzynka. Dużo bardziej nas dziwi, gdy rodzą się nasze dzieci, bo wtedy przesuwamy się w tej kolejce gdzieś bliżej połowy. Ale gdy rodzice zaczynają umierać – wtedy już naprawdę robi się niebezpiecznie.

Za to pokolenia pojawiające się za nami przynoszą ze sobą zobowiązania. Trzeba im przecież pokazać, skąd pochodzą, gdzie są ich korzenie. Trzeba przedstawić tych wszystkich przodków, którzy już nie żyją. Ale i przy okazji poznać z tymi, którzy wciąż są z nami, od których jeszcze tyle możemy usłyszeć. Więc przy okazji wizyty na cmentarzu co roku odwiedzamy kuzynkę Pana Łyżeczki, która mieszka niedaleko. Trochę dla siebie, bo miło jest się spotkać, a trochę dla nich – żeby wiedziały, żeby znały.

Jeśli tylko jest możliwość, zabieramy dzieci na pogrzeby krewnych. Z jednej strony właśnie uczymy je przywiązania do więzów rodzinnych; z drugiej – oswajamy z przykrą (ale i naturalną) koniecznością śmierci. Tak się niestety złożyło, że starsza czwórka pochowała już ukochaną babcię i prababcię. Cała piątka pożegnała dziadka, którego nawet maleńka Panna H. zapamiętała ze spacerów po parku. Mnie także bardzo wcześnie pokazano, że nie należy przed dziećmi ukrywać faktu śmierci. Musimy go po prostu zaakceptować, im wcześniej, tym łatwiej to przyjdzie.

We Wszystkich Świętych cmentarze rozświetlone tysiącami zniczy są nie tylko miejscami wspomnień i modlitwy, ale uczą nas także kilku ważnych rzeczy. Przypominają, jak istotne są więzi rodzinne. Pokazują wartość życia: bo mamy do wykorzystania tylko trochę czasu, i trzeba go wykorzystać dobrze. Ukazują przemijanie. Ustawiają nas w odpowiednim miejscu tej sztafety, którą stale biegniemy do celu, i wyraźnie ten cel wyznaczają. Jest to bardzo ważna lekcja, jaką możemy dać naszym dzieciom. A może nawet najważniejsza.


Autorka jest mamą pięciorga dzieci, tłumaczką języka angielskiego. Prowadzi bloga panilyzeczka.manifo.com. Jest również współautorką książki Gdy świat jest domem – blog Sosenki. Gdy dom jest światem – blog Pani Łyżeczki, a także laureatką konkursów literackich.


Zdjęcie ilustracyjne/Pexels.com

banner 750
Fixed Bottom Toolbar