Dzisiaj jest
pexels photo 773124Małgorzata Tadrzak-Mazurek

Wyobraźcie sobie, że jest człowiek, którego nigdy nie widzieliście na oczy. Nie wiecie kim jest, jaki jest, ani nawet, jak wygląda… Nie wiecie o nim nic. Zupełnie NIC. Wyobraźcie sobie jednak, że przez długie, długie lata (załóżmy ćwierć wieku) szykujecie dla niego prezent. Z niebywałą pieczołowitością, starannością, oddaniem i poświęceniem. Dzień po dniu (a właściwie nie wyłączając nocy) dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez świąt, urlopów czy dni wolnych…

Wariactwo? Niemożliwe? Musielibyśmy być niespełna rozumu – myślicie…

Czyżby..?

No to wyobraźcie sobie teraz, że pewnego dnia taki człowiek się pojawia. Naprawdę! Realnie! Po prostu wasza córka przyprowadza chłopaka (albo wasz syn dziewczynę). Są piękni w tym swoim zauroczeniu sobą. Myślicie, ach, jakie to cudne, że ktoś tak kocha moje dziecko. Że nie tylko ja. Mija czas, sprawy się rozwijają i… nagle oświadczyny…

Hm… Robi się poważne…

Czyli to (w pewnym sensie) dla niego/dla niej były te moje nieprzespane noce, te setki zmienionych pieluch, te niepokoje czy z tą gorączką to już na nocny dyżur, czy doczekać do rana..? I wszystko po to, żeby on/ona nie przeszli życia w samotności? A może inaczej: może to jego/jej rodzice włożyli wysiłek, odbyli niezliczone ilości rozmów, żeby moje dziecko miało kogoś odpowiedzialnego obok siebie, kogo tak prosto będzie kochać?

Czy będą szczęśliwi? Czy wszystko dobrze przemyśleli? Czy to odpowiedni kandydat/ka?

I co teraz? Co z nami, rodzicami? Jak się zachować? Jak odnaleźć w nowej roli? Repetycji żadnej nie było. Nikt z nami nie przećwiczył scenariusza (nawet nie było pierwszej czytanej próby), a już trzeba z marszu odegrać zupełnie nową rolę..?

Życie rodzica zaskakuje, nieprawdaż? Jedyną pewnością jest to, że… niczego nie można być pewnym. Kto ma dzieci wie, że nieprzewidywalność, spontaniczność, zmiany wpisane są w rodzicielstwo… I niby wiemy, że nie wychowujemy dzieci dla siebie, a jednak czas ich dorastania nieodmiennie zaskakuje… Bo jakże to? Tak już? Tak szybko? A przecież wypicie kawy w spokoju graniczyło z cudem czy spokojne spędzenie paru minut w łazience…

A gdyby tak spojrzeć na to z innej perspektywy? W życiu naszych dzieci pojawia się nowy „on” bądź nowa „ona”. Osobny człowiek do „przyjęcia”. Poznawanie go, odkrywanie, przyjmowanie „za swojego/swoją” może być fascynujące. Przychodzi z całym ogromem swoich przeżyć, przekonań, spojrzenia na świat (czasami zupełnie innego niż nasze, więc rozszerzającego horyzonty). Po prostu z całym swoim odmiennym światem. I bądźmy szczerzy, niewielki mamy wpływ na to, jaki ów „on” bądź „ona” będą (i wyłączając skrajne przypadki, nawet nie powinniśmy) i jaki będzie ten „ich świat”, który pojawi się w naszym życiu wraz ich pojawieniem… Mamy za to wpływ na to (połowiczny, ale jednak mamy), jak się ułożą relacje między nami. I jak się wzajemnie wpiszemy w te nasze światy. Bo przecież on/ona też mają za zadanie poznać (i przyjąć) nasz świat. I dobrze by było, gdyby nie zaczynać, jak u Hitchcocka, od razu od trzęsienia ziemi (żeby później napięcie mogło już tylko… rosnąć). Może warto dać temu szansę? Może się nawet okazać, że za moment nie będziemy sobie już w stanie przypomnieć, jak to było, gdy „jego”/”jej” nie było u boku naszego dziecka. A nasza rodzina bez nich byłaby jakaś niepełna..?

Nie ulega wątpliwości, że sporą rolę w tym, jak przyjmiemy „połówki” naszych dzieci, będzie miała nasza relacja ze współmałżonkiem. Jeśli przez lata więź z nim była równie pielęgnowana, jak więź z dziećmi, może być zupełnie znośnie. Ba! Mogą się odkryć nowe możliwości i perspektywy, o których nie można było myśleć, kiedy czas i uwagę pochłaniały dzieci. Być może więc, wcale niegłupio robi jeden ze znajomych ojców, mówiąc kiedy dzieci biegną do niego na powitanie, gdy wraca z pracy: „Powoli, po kolei, najpierw mamusia…”?


Autorka jest zastępcą redaktora naczelnego Polskiego Forum Rodziców, współtwórczynią i byłą współpracownicą portali KartaDuzejRodziny.pl i GminadlaRodziny.pl, a także autorką książek. Ponadto jest członkiem Rady Rodziny przy Wojewodzie Wielkopolskim. Mamą dwóch córek.


Zdjęcia ilustracyjne/Pexels.com
336x280 Zagrozenia