Dzisiaj jest
przedszkolakOd 6 maja br. jednostki prowadzące przedszkola, a zatem samorządy i prywatni właściciele mogą zdecydować o tym, czy podległe im placówki pozostaną zamknięte czy powrócą do świadczenia usług. Jeśli zostaną otwarte, to w związku z reżimem epidemiologicznym będą musiały stosować się do wspólnych wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego, Ministra Zdrowia i Ministra Edukacji Narodowej (z którymi można zapoznać się tutaj). Tym wymogom - gdzie utrzymywanie dystansu i higieny, pozbycie się przedmiotów, które trudno odkażać, a także częste dezynfekcje są podstawą - będę musieli podporządkować się rodzice, pracownicy przedszkola, a także dzieci.

Z informacji udostępnionych przez MEN wynika, że niewiele organów prowadzących skorzystało z możliwości otwarcia przedszkoli. Pierwszego dnia, czyli 6 maja, zostało otwartych zaledwie 1600 przedszkoli i oddziałów przedszkolnych (co stanowi nieco ponad siedem procent - bowiem wszystkich placówek jest około 22 tysiące). Na otwarcie przedszkoli zdecydowały się na ogół samorządy w małych miejscowościach. A tam, gdzie przedszkola zaczęły funkcjonować, pojawiło się w nich niezbyt dużo dzieci. Z danych ministerstwa wynika, że pierwszego dnia rodzice przyprowadzili do przedszkoli 11 tysięcy dzieci (w Polsce jest około 1,4 miliona maluchów w wieku przedszkolnym).

Decyzje o otwarciu przedszkoli organy prowadzące podejmują m.in. po uwzględnieniu wszelkich danych epidemiologicznych dla danej miejscowości. Inaczej sytuacja wygląda bowiem w miasteczku, gdzie nie odnotowano żadnego zachorowania, a inaczej np. w miastach, gdzie liczba zachorowań stale rośnie i trudno mówić o „opanowaniu sytuacji”. Słychać jednak deklaracje, że placówki będą sukcesywnie z czasem otwierane.

Niemniej jednak największy ciężar decyzyjny spoczywa nie na samorządowcach czy prywatnych właścicielach przedszkoli, ale na nas, rodzicach. To od nas zależy bowiem, czy dziecko pojawi się w przedszkolu czy nie. I nie ulega wątpliwości, że przed podjęciem takiej decyzji warto wziąć pod uwagę wiele czynników. W tym między innymi, czy można sobie jeszcze pozwolić na pozostanie w domu - bo mimo, iż nadal (otwarcie przedszkoli nie zmienia tego faktu) można korzystać z zasiłku opiekuńczego - to część pracodawców oczekuje jednak powrotu do wykonywania obowiązków zawodowych…



WĄTPLIWOŚCI RODZICÓW I NAUCZYCIELI

Zdania rodziców na temat wysłania dziecka do przedszkola
(jak można się spodziewać) są podzielone, choć ci z nas, którzy mają możliwość zapewnienia mu opieki w domu, raczej optują za tym, żeby w tym domu pozostało. Niektórzy zwracają uwagę na trudności związane z przestrzeganiem wymogów sanitarnych: „Przedszkole mojej córki będzie otwarte od 11 maja, ale Laurki nie posyłam - tłumaczy jedna z mam, Milena Gliwa. - Przeczytałam wymogi i trochę nie mogę sobie tego wyobrazić. Mam zostawiać dziecko przy drzwiach wejściowych i pani będzie je odbierać. Rodzice nie wchodzą. Laurka ma trudne rozstania i potrzebujemy do tego całych rytuałów. Po drugie, zero dywanów, a Laurki grupa za każdym razem, kiedy wchodziłam siedziała na dywanie, więc teraz cały dzień na podłodze? Poza tym bez pluszaków, bez wychodzenia na spacery poza teren przedszkola, zero kontaktu, wszystko na dystans… A w związku z tym, że i tak nie mogę wrócić do pracy ze względu na opiekę nad starszą córką, która jest w podstawówce, młodsza też pozostanie w domu”. Inne mamy, np. Anna Milewska, zwracają uwagę na zagrożenie dla zdrowia: „Wiem jedno, jak otworzą moje przedszkole, to będę musiała Olę puścić… Ale wolałabym, żeby to wszystko minęło i żebym to mogła zrobić bez żadnych obaw. Bo dzieci nie będą zwracały uwagi na trzymanie dystansu, czy niebranie rąk do buzi i choć w większości przypadków maluchy przechodzą tego wirusa bezobjawowo, to i tak wolałabym, żeby nie pojawiło się to u mnie w domu”. Podobnego zdania jest Donata Styczeń: „Dziecko nie jest w stanie zachować żadnych wymogów sanitarnych. Już widzę te obślinione rączki dotykające zabawek…” - mówi. Celina Mierkewicz-Wawro twierdzi natomiast, że jakby była mała grupa, „to ja puściłabym dziecko do przedszkola”, natomiast inna mama, Aleksandra Radna, wręcz przeciwnie: „Jak patrzę na to, że w grupie ma być ze czworo dzieci, bo rodzice się boją posłać je do przedszkola, to mojego też nie dam, bo będzie mu się nudziło”.

Co na to nauczycielki przedszkola? Na ogół zwracają uwagę, że trudno będzie przestrzegać wszystkich wytycznych. Jedna z nich, która pracuje w dużym mieście i prosi o zachowanie anonimowości powiedziała: „Oczywiście, że się boję, jak każdy. Ale boję się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim odpowiedzialności za dzieci. Szczególnie, że będzie im bardzo trudno przywyknąć do zasad, które będą obowiązywały, a które narzucone są przez nowe przepisy. Poza tym ciężko będzie nie przytulać płaczących dzieci, nie pocieszać ich…”. Inna natomiast, która również nie wyraziła zgody na opublikowanie nazwiska, dodaje: „Trochę mi żal dzieci, że będą musiały być w takich surowych warunkach. Nie mam pojęcia, w jaki sposób będą miały odpoczywać bez dywanika, leżaka czy pluszaka.” Pracownicy przedszkola liczą też na „rozsądek rodziców” i dodają, że mają sporo telefonów od nich dopytujących o szczegóły związane z otwarciem i funkcjonowaniem przedszkoli podczas epidemii.

Najistotniejszą kwestią jest jednak niewątpliwie pytanie: czy powrót do przedszkola jest bezpieczny dla dziecka? Albo inaczej, czy stanowi ryzyko i jak duże? Tylko czy tak naprawdę ktokolwiek zna realną i pewną odpowiedź na to pytanie? Bo jak dużo mamy stuprocentowo pewnych informacji dotyczących samego wirusa SARS-CoV-2 czy wywołanej przez niego choroby COVID-19? Czy już wszystko wiemy o epidemii i o tym, jak może się rozwijać (bądź wygasać) w najbliższej przyszłości?



CO NA TO SPECJALIŚCI?

Spróbujmy jednak zebrać choć kilka informacji, które być może mogą się okazać pomocne przy podjęciu decyzji o powrocie dziecka do przedszkola. I tak, portal Interia.pl poinformował, że 7 maja br. podczas konferencji prasowej Catherine Smallwood, ekspertka Światowej Organizacji Zdrowia, powiedziała, że „dzieci ulegają infekcji rzadziej niż dorośli i dotychczasowe dane wskazują na to, że nie odgrywają poważnej roli w rozprzestrzenianiu się koronawirusa na poziomie społeczności.” Ale może dzieje się tak dlatego, że dzieci nie miały ze sobą kontaktu, bo pozostawały w domach?

Idźmy jednak dalej. Także według informacji zamieszczonych na portalu Interia.pl, Christian Drosten, epidemiolog z Niemiec, przekazał nowinę na temat badania, którego wyniki sugerują, że „dzieci są w stanie zakażać innych, ale same rzadziej ulegają infekcjom”. A pediatra, dr Andrzej Blumczyński, w artykule opublikowanym na naszym portalu napisał: „W badaniach chińskich, włoskich i amerykańskich nieletni stanowili jedynie od 1,2 do 2 procent wszystkich chorych. Najczęściej zakażenie dotyczyło nastolatków powyżej 15 roku życia, przede wszystkim chłopców. Co ciekawe, wbrew dotychczasowym tendencjom, to dzieci zarażały się od swoich domowników, a nie odwrotnie”.

Catherine Smallwood, podczas wspomnianej już konferencji prasowej, poinformowała również, że nadal są zbierane dane, ale „to co już wiemy, to to, że dzieci zdają się chorować rzadziej, przechodzić chorobę łagodniej i bardzo rzadko kończy się ona śmiercią".

Jak na tę sytuację zapatruje się lekarz z pierwszej linii frontu walki z COVID-19? „W obecnej sytuacji epidemicznej, dzisiaj (8 maja) było w Wielkopolsce tylko szesnaście nowych zakażeń, w tym ani jednego stwierdzonego u dziecka – tłumaczy dr hab. Piotr Leszczyński, prof. UMP, ordynator jednego z oddziałów jednoimiennego szpitala w Poznaniu, przeznaczonego wyłącznie dla chorych na COVID-19 - dodając, że „to są bardzo dobre informacje, które pozwalają patrzyć z nadzieją w przyszłość”. Prof. Leszczyński przytacza również inne fakty, które można potraktować jako dodające otuchy: „Chorych zakażonych wirusem SARAS-CoV-2 i wymagających intensywnego leczenia farmakologicznego z powodu choroby COVID-19 nie jest tak dużo, jakby się wydawało na początku pandemii. Hospitalizowanych jest w Polsce około 2500-2700 osób, a w każdym ze szpitali jednoimiennych chorych wymagających intensywnej terapii respiratorami jest maksymalnie kilkanaście osób”. A jeśli chodzi o dzieci, to potwierdza, że „poważnie chorują bardzo rzadko”, a „opisywane w mediach różne zespoły chorobowe u nich należy traktować jako opisy kazuistyczne (analiza przypadku), a nie jako coś oczywistego i jednoznacznie związanego z zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 w przebiegu objawowej choroby COVID-19”, dodając przy tym, iż „wydaje się, że mimo obaw rodziców, właśnie dzieci i młodzież należą do grupy objętej najmniejszym ryzykiem ciężkiego i ostrego przebiegu infekcji z zajęciem dolnych dróg oddechowych”.

Czy to może zmniejszyć nasze obawy związane z posłaniem dziecka do przedszkola? A jeśli się na to zdecydujemy, to na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę? „Przede wszystkim warto zapewnić dziecku najlepsze warunki do dobrej odporności własnej: dbać o odpowiednią ilość snu, zdrową dietę i pozytywne emocje – podpowiada pediatra, dr Andrzej Blumczyński. - Nie należy dzieci straszyć koronawirusem, ale ze spokojem i uśmiechem wdrażać u nich zasady higieny. Nie należy posyłać do placówek opiekuńczych dzieci z objawami infekcji, takimi jak katar, kaszel, zaczerwienienie gardła, temperatura powyżej 37,5 stopni Celsjusza, ból głowy, bóle mięśniowe, biegunka, wymioty, ból brzucha, uczucie zmęczenia, a także zaburzenia zmysłu węchu i smaku. W przypadku wystąpienia takich objawów najlepiej skontaktować się ze swoim pediatrą w celu oceny sytuacji”.

Tyle specjaliści. Bez względu jednak na to, ile i jak bardzo rzetelnych informacji pochłoniemy, to i tak koniec końców zostajemy sami z wyborem między: TAK - jutro zaprowadzę je do przedszkola a NIE - niech sobie jeszcze pobędzie ze mną w domu



PRZED PODJĘCIEM DECYZJI...


A i nie sposób nie wziąć pod uwagę głównych bohaterów całego zamieszania. Ich też wypadałoby przecież wysłuchać. Np. Heniu (lat wkrótce siedem), który po wakacjach pójdzie do pierwszej klasy, może nie mieć w ogóle okazji pożegnania się z przyjaciółmi z grupy, z paniami nauczycielkami, jeśli rodzice nie zdecydują się na zaprowadzenie go do przedszkola. I nie ulega wątpliwości, że jest to dla niego trudne: "Na początku było superowo - opowiada. - Cały dzień miałem wszystkich w domu. Mama tak fajnie prowadzi zajęcia. A oprócz tego tyle innych atrakcji nam wymyśla. No i spałem długo. A teraz jest słabo. Nawet nie mam kiedy potęsknić za rodzicami. Teraz to tęsknię za tym, żeby mnie kiedyś odebrali z przedszkola. Najbardziej tęsknię za przyjaciółmi, za chłopakami. Bo moje siostry są fajne, ale to nie Jasiu i Chimek. A jak pomyślę, że już się z nimi nie zobaczę, nie pożegnam, to chce mi się płakać. Chcę już wracać do przedszkola! Fajnie jest teraz, ale już za długo tak jest. Ja jestem bardzo przyjacielski i potrzebuję mieć przyjaciół. Rodzeństwo to rodzeństwo. A przyjaciele z innego domu to co innego”.

I co na to rodzice Henia? Zaprowadzą go jutro do przedszkola? Być może będzie to jedena z trudniejszych decyzji, jaką przyjdzie im podiąć...


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


(gov.pl/web/edukacja; intria.pl)

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com







336x280 Zagrozenia