Dzisiaj jest

rodzina1Żyjemy aktualnie w dziwnych czasach. Otaczają nas maseczki, rękawiczki, mydła antybakteryjne, informacje i statystyki związane z wirusem. Jesteśmy zamknięci w domu, zmuszeni do stylu życia, który nie zawsze jest dla nas komfortowy i który powoduje cały repertuar emocji, pytań, wątpliwości. Od kilku tygodni jesteśmy w tym "matriksie" i staramy się w nim wytrwać z jak najmniejszym uszczerbkiem na naszym zdrowiu zarówno fizycznym, jak i psychicznym. 

To zamkniecie nie odbywa się w pojedynkę, choć może tak byłoby niekiedy znaczne łatwiej… Siedzimy w tym wszyscy, całymi rodzinami, od najmłodszych członków po tych najstarszych i nie zawsze mamy do dyspozycji sto metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej, ogród albo ogromny taras. Czy tego chcemy czy nie, sytuacja wymusza mimowolną bliskość z drugą osobą, stały kontakt całą dobę bez względu na samopoczucie. I chyba właśnie tutaj „zaczynają się schody”…

Nikt nie powiedział, że będzie to łatwe, że ta sytuacja nie odbije się na naszych relacjach, ale czasem odnoszę wrażenie, że my, dorośli skupiamy się w tej sytuacji jedynie na swoim komforcie i na tym, co dla nas byłoby najlepsze. Po pierwszym tygodniu izolacji przeczytałam komentarz, który mówił o tym, że tydzień z dzieckiem non stop na jednej powierzchni, to już za długo i kto to wytrzyma. Mijały dni, a tego typu komentarze pojawiały się coraz częściej, łącznie z tym, że zajmowanie się dziećmi cały dzień, to już gruba przesada i nie da się tego wytrzymać. Kolejne dni, kolejne skargi rodziców na trudną pracę zdalną w towarzystwie dzieci wymagających pomocy przy lekcjach, oczekujących uwagi, zabawy czy obiadu. Tak, nie jest łatwo pogodzić kilka funkcji i być w kilku miejscach jednocześnie. Trudno jest się skupić, kiedy w domu bawią się dzieci, kiedy co chwilę trzeba biegać do komputera, bo zacina się internetowa lekcja, bo… „mamo, nie rozumiem” czy „tato, jestem głodny”…

Ale moża spróbować spojrzeć na ten dany nam czas zupełnie inaczej. Można dostrzec czas, jaki możemy podarować naszym dzieciom. Wiadomo, że nic tak kojąco na nie wpływa, jak wspólnie spędzony czas. Bo wspólna gra w planszówki, czytanie, wyjście na spacer czy ugotowanie obiadu, to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Jesteśmy w tym razem i mamy niepowtarzalną szansę na nadrobienie zaległości w naszych relacjach. Dostrzeżmy w tym szansę na zbliżenie się do siebie. Nie tylko do dzieci, ale i do męża czy żony.

Może jeśli postaramy się spojrzeć na zaistniałą sytuację nie tylko jako na przymus i katusze, lecz jak na swoisty podarunek od losu, dostrzeżemy, że wcale nie jest aż tak źle? W tym trudnym czasie ważne jest to, co z niego wyniosą na dalsze życie nasze dzieci. Jak one będą postrzegały ten czas, jakie będą miały wspomnienia i jaki obraz dorosłego zapamiętają? To od nas zależy, czy będzie to obraz wiecznie niezadowolonego rodzica, czy może kogoś, kto pomimo trudów był uważny i dostrzegał emocje wszystkich członków rodziny, szczególnie tych najmłodszych.


Dominika Wielkiewicz

Autorka jest pedagogiem resocjalizacyjnym oraz opiekuńczo-wychowawczym, bajkoterapeutką, muzykoterapeutką, trenerką umiejętności społecznych, autorką publikacji naukowych z zakresu współczesnych zagrożeń i patologii społecznych, ponadto prezesem Fundacji Na Rzecz Profilaktyki Społecznej (Samo)Naznaczeni. Posiada wieloletnie doświadczenie pracy z dziećmi i młodzieżą. Prywatnie mama syna.


Zdjecie ilustracyjne/fot. Anna Makowska




336x280 Zagrozenia