Dzisiaj jest
4S4A1350Radio Poznań na swojej stronie internetowej opublikowało artykuł pt.: Transpłciowa kobieta uczyła pierwszej pomocy w przedszkolu. Rzecz dotyczyła jednego z poznańskich przedszkoli. Dodajmy, że była to osoba spoza przedszkola, tzn. niezatrudniona w przedszkolu. W tekście padło więc m.in. stwierdzenie, że „zajęcia dodatkowe muszą odbywać się po pisemnej zgodzie [rodziców], jeśli ta zgoda nie została wyrażona, to zasadniczo prawo zostało złamane”. Na ten artykuł zareagowała „Gazeta Wyborcza” tekstem pt.: "Transpłciowa kobieta uczyła pierwszej pomocy w przedszkolu". Radio Poznań publikuje homofobiczny materiał.  W odpowiedzi powstał materiał na stronie internetowej radia pt.: ”Radio Poznań publikuje homofobiczny materiał", grzmi Gazeta Wyborcza, gdzie można m.in. przeczytać: „Wymóg uzyskiwania zgody rodziców dotyczy wszystkich zajęć pozaprogramowych. Brak tej zgody w przypadku transpłciowej kobiety był tematem naszego artykułu. Rodzice mają prawo decydować o wszystkim, co dotyczy ich dzieci w dziedzinie edukacji, takie prawo daje im Konstytucja. Ubolewać można nad tym, że w ponad półmilionowym mieście rodzice, którzy mają tradycyjne, konserwatywne poglądy, nie mają się u kogo upomnieć o swoje. Zwracają się z tym do Radia Poznań. Ataki na naszą redakcję w takich przypadkach nie są niczym innym, niż próbą odbierania obywatelom należnych im praw”.

I można by powiedzieć polemika, jak polemika (której zapewne nie będzie jeszcze końca), gdyby nie zrodziło się kilka dodatkowych pytań:

Po pierwsze, czy zajęcia w tym przedszkolu odbywały się w ramach projektu o nazwie "Nie bójcie się nas"? „To warsztat pierwszej pomocy prowadzony przez ratowniczkę medyczną i jednocześnie osobę transseksualną, a następnie spotkania i dyskusje na temat inności i różnorodności społecznej. Projekt ma wyjaśnić pojęcie tożsamości płciowej, przełamać bariery i krzywdzące stereotypy o osobach transseksualnych.” – czytamy w informacji zamieszczonej na stronie internetowej Urzędu Miasta Poznania, który finansuje ten projekt.

Po wtóre, czy rodzice byli o tym poinformowani i wyrazili zgodę na przeprowadzenie zajęć przez osobę z zewnątrz? I nie ma znaczenia czy był to warsztat w ramach projektu „Nie bójcie się nas”, czy wyłącznie nauka pierwszej pomocy.

Po trzecie, jeśli zajęcia odbywały się w ramach projektu "Nie bócie się nas", a rodzice nie zostali o tym poinformowani, to znaczy, że zostali również postawieni przed koniecznością rozmowy z dziećmi (nawet jeśli tylko tymi, które same poruszą ten temat) o transpłciowości. Czyli o zagadnieniu trudnym dla kilkulatka. Rodzi się więc pytanie o art. 48, ust. 1 Konstytucji, który stanowi: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Jeśli to więc rodzicie decydują, jakie treści i kiedy przekażą swoim dzieciom, bo to oni najlepiej znają „stopień dojrzałości” swojego dziecka, to znaczy, że tylko oni mogą uznać, na przykład: świetnie takie zajęcia z pierwszej pomocy prowadzone przez transpłciową kobietę są doskonałą okazją do porozmawiania z dzieckiem na ten temat i podpisać zgodę na udział dziecka w zajęciach. Ale mogą też pomyśleć, że to nie jest odpowiedni czas na tego typu rozmowy i poczekają na odpowiedni etap rozwoju swojego dziecka, tym samym niewyrażając zgody na udział w zajęciach. Jeśli jednak ktoś zdecyduje o tym za rodziców i postawi ich przed "faktem dokonanym", to czy nie naruszy ich konstytucyjnego prawa?  

I ostatnia wątpliwość, gdzie się zaczyna i gdzie kończy wolność słowa? Co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi? Czy każde wyrażenie wątpliwości, zadawanie pytań czy mówienie o niepokoju rodziców, jeśli chodzi o przestrzegane ich praw, a dotyczy np. osoby transpłciowej, za każdym razem zostanie okrzyknięte homofobią? Choć gwoli ścisłości w tym przypadku, żeby być już jak najbardziej correct, raczej... transfobią. I czy ten artykuł też może być przez kogoś odebrany jako homo- czy transfobiczny, mimo że autor absolutnie nic takiego nie miał na myśli?

Dokąd nas to zaprowadzi?


Małgorzata Tadrzak-Mazurek

fot. Anna Makowska / Zdjęcie ilustracyjne
336x280 Zagrozenia