Dzisiaj jest
71267421 848682218860645 8960034466516959232 nPanna H. przyozdobiła mnie swą ulubioną bransoletką. Taką z plastikowych koralików nanizanych na wysłużoną gumkę. Jako matka podchodząca poważnie do swoich zadań, dzielnie nosiłam ją przez cały dzień, nawet w czasie wizyty u koleżanki. Koleżanka też ma piątkę dzieci, więc powinna zrozumieć. Sztuczna biżuteria po prostu bywa nieodłącznym gadżetem matek małych dziewczynek, podobnie jak swego czasu bywały zapasowe pampersy w torebce. Za to dziecięce emocje towarzyszące sprawdzaniu, czy mama rzeczywiście błyskotkę założyła – te emocje są jak najbardziej prawdziwe.

Inna koleżanka, również matka piątego w drodze, żaliła się za to ostatnio, że trudno jej się żyje wśród ludzi zamożniejszych, którzy na wszystko mogą sobie pozwolić. Jej dzieci już wprost narzekają, że u sąsiadów jest ładniej. A tu ciągle schody straszą surowym betonem, bo trzeba nazbierać na ich wykończenie. A tu ściany w salonie zamiast pierwotnej bieli świecą już śladami tłustych łapek nad oparciem kanapy. A tu za chwilę maluszek się narodzi i wszelkie prace wykończeniowe zostaną wstrzymane… Trudno jest się pogodzić z tą ciągłą koniecznością wybierania oraz z niemożnością zrobienia wszystkiego. Też się z tym od lat borykamy.

Jakoś mi umknęło i w końcu nie powiedziałam jej, że podobno po niemiecku „wielodzietny” to dosłownie „bogaty w dzieci”. Ładne to określenie i czasem je sobie przypominam w trudniejszych chwilach. Cóż, każdy ma swoje bogactwo. Jedni cieszą się nadmiarem czasu, inni obfitują w dobra materialne. Nam przypadły w udziale liczne i skomplikowane relacje rodzinne, których przybywało w postępie geometrycznym wraz z każdym pojawiającym się dzieckiem. Oczywiście dzięki temu nigdy się nie nudzimy, nigdy nie mamy zbyt spokojnie oraz omijają nas dylematy w rodzaju „z kim by tu dzisiaj porozmawiać…”. Cisza też stale jest w odwrocie. Mimo to śmiem twierdzić, że przy całej naszej jaskrawej, różnokolorowej, wręcz krzykliwej codzienności wykończone schody to tylko rodzaj sztucznej błyskotki, która cieszy oczy, lecz treści życiu nie dodaje.

Przypomniał mi to kilka dni temu, zupełnie nieświadomie i całkiem niechcący, Chłopczyk J. Rzadko ostatnio tak bywa, ale tym razem spieszyłam się od samego rana. Większość domowników jeszcze spała, bo nie miała motywacji, by rano wstać. Tylko Chłopczyk J., stanowczo zbyt wcześnie wyrwany ze snu, ociągał się z szykowaniem na czas. Stałam więc w progu, przestępując z nogi na nogę. Myślałam o tym, że ten poranny pośpiech niepostrzeżenie stał się wyszukaną rozrywką, dostępną tylko dla nielicznych. I że zatraciliśmy ostatnio umiejętność zdążania na czas, za co zresztą zostaliśmy słusznie zbesztani przez lekarza.
   - Chodź już, skarbie, chodź - popędzałam marudę. - Ja już idę w każdym razie.
   - Ale ja jestem jeszcze nieprzebrany - wyjęczał błagalnie.
W tym momencie pomyślałam o tych wszystkich domownikach, którzy spali jeszcze słodko pod kołderkami i w piżamach. Nagle poczułam się bogata. Mam w domu całe mnóstwo skarbów.

Nieprzebranych skarbów.


Pani Łyżeczka
(Agnieszka Dubiel)


Zdjęcie ilustracyjne/fot. Agnieszka Podgórska

Rodzicielstwo jest niezwykłą przygodą. Dla każdego z nas ma ono inny wymiar, ale w wielu kwestiach codzienność nas rodziców jest bardzo podobna. I właśnie taką swoją „codziennością”, subiektywnym spojrzeniem na różne aspekty „bycia mamą” dzieli się z nami w kąciku OKIEMM MAMY jedna z nas - mama - Agnieszka Dubiel, znanna niektórym pod nickiem Pani Łyżeczka. (red.)



336x280 Zagrozenia