Dzisiaj jest
Do czego służą książki „wypatrywanki”?
Information
16 grudzień 2020 - FORUM RODZICÓW
pexels photo 3761515Monika Chilewicz

Książki "wypatrywanki", to dla mnie jedno z najciekawszych odkryć ostatniej dekady. Nie jest to jeszcze wprawdzie termin powszechnie używany, ukuła go jedna z moich koleżanek księgarek, natomiast uważam, że świetnie oddaje ideę i warto by go spopularyzować. Otóż "wypatrywanki", to książki, w których ilustracje znacznie przeważają nad treścią, a w wielu przypadkach tę treść zastępują. Coraz więcej jest takich, w których nie pojawia się ani jedno słowo, a jednocześnie nie można im odmówić skomplikowanych wątków.

Skoro nie ma w nich słów, to czy w ogóle są to książki? Zawsze pytałam o to dzieci odwiedzające moją księgarnię w ramach lekcji o książce i nieodmiennie otrzymywałam odpowiedź, że oczywiście tak, bo w nich bardzo dużo się dzieje. Dziecięca intuicja jest tu trafna, książki obrazkowe bowiem przekazują historie, które to my, czytelnicy, opowiadamy. Co więcej, za każdym razem opowiadamy je na nowo, bo też za każdym razem dostrzegamy inne szczegóły i powiązania między elementami ilustracji. Umiejętność tworzenia narracji, łączenia elementów w interesującą, nieoczywistą całość to składniki kreatywności, która obecnie jest tak bardzo w cenie nie tylko na rynku pracy.

Wbrew pozorom wypatrywanie opowieści nie jest tylko rozrywką dla najmłodszych, bawią się przy tym równie dobrze dzieci, jak i dorośli. Co ciekawe, istnieje znacząca różnica między tym, jak zauważają szczegóły na ilustracjach najmłodsi, a jak rodzice. Miałam okazję rozmawiać o tym z Maciejem Strzemboszem, ilustratorem i autorem książek obrazkowych „Jaki to miesiąc?” i „Jaka to epoka?”, wydanych przez Muchomora. Podzielił się ze mną doświadczeniem oglądania ich w towarzystwie dzieci w trakcie spotkań autorskich. Jak się okazuje, gdy dziecko ma znaleźć konkretny drobiazg na tak pełnej szczegółów ilustracji, ogarnia ją jednym spojrzeniem, całościowo, podczas gdy dorosły przechodzi wzrokiem od jednego do drugiego elementu, analizując powiązania między nimi. Być może przyczyna tkwi w różnicach w układzie neurologicznym, w każdym razie jest to informacja potwierdzona doświadczeniem.

Warto w tym momencie wspomnieć, jak wielką przysługę "wypatrywanki" oddają dziecięcym oczom. Okazuje się bowiem, że wśród dzieci poniżej dziesiątego roku życia znacząco wzrósł odsetek potrzebujących pomocy ortoptyka. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest banalna: ze względu na wczesne i nadmierne korzystanie z ekranów, które sprawiają, że gałka oczna nie gimnastykuje się w wystarczającym stopniu, a wręcz pozostaje długo w jednej pozycji. Banalne przekładanie kartek w książce wymusza ruch gałki w poziomie, a przeglądanie ilustracji w poszukiwaniu szczegółu zmusza ją do gimnastyki w wielu płaszczyznach. W dziedzinie "wypatrywanek" nasz kraj ma się czym pochwalić. Aleksandra i Daniel Mizielińscy najpierw podbili serca polskich dzieci swoim cyklem o Miasteczku Mamoko wydawnictwa Dwie Siostry, zaś międzynarodową sławę osiągnęli dzięki Mapom, które ukazały się aż w trzydziestu pięciu krajach. Ich najnowsza propozycja Daj gryza, wzbogacona niewielką ilością tekstu, to kulinarna podróż przez cały świat.

Młodsi czytelnicy doceniają serię o Ulicy Czereśniowej, która przedstawia tę samą okolicę o różnych porach dnia oraz roku. Dzięki niej mogą dowiedzieć się, co charakteryzuje wiosnę czy jesień, jakie są typowe sporty czy rozrywki mieszkańców. Na podobnej zasadzie opierają się książki z cyklu Rok w…, wydane przez Naszą Księgarnię. Tu każda rozkładówka przedstawia sceny charakterystyczne dla danego miesiąca: w lesie, na wsi, w górach, na budowie. Ogromnym atutem tego cyklu są autorzy, bowiem wydawnictwo zaprosiło do współpracy tak utalentowanych i lubianych współczesnych ilustratorów, jak Emilia Dziubak, Artur Nowicki, Jola Richter-Magnuszewska, Maciej Szymanowicz, Magdalena Kozieł-Nowak. Ilustracje tej pierwszej do książki Rok w lesie zostały wykorzystane jako element przyrodniczej ścieżki edukacyjnej w podwarszawskim Pomiechówku, którą zresztą z całego serca polecam!


Autorka jest filologiem angielskim i księgarzem, obecnie pełni funkcję dyrektor generalnej Fundacji Mamy i Taty. Prywatnie żona i mama pięciorga dzieci.

Zdjęcie ilustracyjne/Pexels.com