Dzisiaj jest
Wakacyjne kieszonkowe
Information
23 lipiec 2020 - FORUM RODZICÓW
people 5201289 1280Wyobraźcie sobie wakacje, dajmy na to nad morzem. Pełno budek z okropnie niezdrowym, ale za to niezmiernie kuszącym dzieci jedzeniem (pełny wachlarz od fast foodów po desery). Do tego inne stoiska z masą wątpliwej jakości produktów (zwykle Made in „Daleko na Wschód”) udających pamiątki znad polskiego morza, na ogół dziko pożądanych przez tych, którzy nie opuścili jeszcze podstawówki. I wy z dziećmi, snujący się z wolna między tymi „atrakcjami”. I wyobraźcie sobie, że dzieci o nic nie proszą, niczego nie oczekują, po prostu przechodzą obok tego wszystkiego obojętnie. Nie narzekają, nie jęczą, ba nawet nie można zaobserwować w ich spojrzeniach choćby cienia oczu kota ze Shreka. Po prostu pełny luz. Ich i wasz!

Bajka, powiadacie. Że to niemożliwe? Że może jakiś cud tak na godzinkę czy dwie mógłby się wydarzyć, ale że cały pobyt tak? Wykluczone! Tylko czy „wykluczone”, bo dzieci nie dadzą rady, czy że my - rodzice - nie wytrzymamy?

Tymczasem jest taki patent: dać dzieciom na początku wspólnego wakacyjnego wyjazdu całość przeznaczonych dla nich pieniędzy na różnego typu atrakcje (w tym kulinarne); albo każdego dnia rano dawać ściśle określoną kwotę - to kwestia ustaleń z dzieciakami - z informacją, że same mają zdecydować, jak i kiedy wydadzą te pieniądze, ale za nic w świecie nie dostaną nic ponadto. (Oczywiście nie mówimy tu o bardzo małych dzieciach.) Dzieciaki reagują różnie. Na ogół na początku kalkulują, co im się bardziej opłaca. Niektórym w ogóle taki układ się nie podoba - wietrzą w tym podstęp i zamknięcie „nieograniczonego strumienia dostępu do gotówki”. Inne chcą od razu całej kwoty na całe wakacje - dla niektórych to naprawdę duże pieniądze. Jeszcze inne wolą dostawać każdego dnia (niektóre boją się, że mogą zgubić pieniądze albo za szybko wydać).

Różne są też sposoby wykorzystania przez dzieci pieniędzy. Niektóre wydają wszystko od razu (nawet pieniądze przeznaczone na cały pobyt - tym samym pozbawiając się np. lodów przez cały wypoczynek). Różnie sobie z tym później radzą. Na przykład jedno z dzieci, które pierwszego dnia pobytu na wczasach za całą kwotę kupiło sobie… buty dzielnie znosiło, że nie może przez dwa tygodnie zjeść ani jednego gofra i kiedy nawet rodzice się złamali i proponowali - ono dzielnie odmawiało, ponosząc konsekwencję własnej decyzji. Inne, wydawszy szybko wszystkie swoje pieniądze, od razu próbowało negocjować z rodzicami, chcąc kolejnej transzy gotówkowej czy chociażby… pożyczki. Różnice są widoczne także wśród rodzeństwa, w tym również próby negocjowania między sobą pożyczek, prośby o darowizny czy sponsoring... 

Najtrudniejszy jest pierwszy taki rodzinny wyjazd, zanim i dzieci, i rodzice przywykną do ustalonych zasad. Kolejne są już na ogół spokojniejsze. Czasami podczas kolejnego wyjazdu dzieci zmieniają zasady - te które chciały od razu wszystkich pieniędzy, mogą chcieć dostawać każdego dnia i odwrotnie - na ogół jednak taki sposób gospodarowania pieniędzmi okazuje się być wygodny i dla dorosłych, i dla dzieci. Tym pierwszym zapewnia spokój (jeśli wytrzymają presję, która kończy się, kiedy dzieci zrozumieją, że rodzice są konsekwentni w postanowieniu), a drugim pewien rodzaj swobody i satysfakcji, ale także naukę: ponoszenia konsekwencji własnych decyzji, gospodarności, oszczędzania, planowania, odpowiedzialności, dotrzymywania umów…

Myślicie, że warto spróbować..? I czy na pewno wytrzymamy, zajadając się lodami na oczach dziecka, które wolało (na przykład) kupić sobie… buty? Damy radę nie kupować mu lodów? Czy to okrutne? A może sami przestaniemy je jeść w jego obecności? 😊 A może bliższe nam jest stwierdzenie, że wakacje to nie jest czas nauki (tym bardziej oszczędności), ale czas gromadzenia wspomnień..?


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com
336x280 Zagrozenia