Dzisiaj jest
Slow life w praktyce, czyli czy na epidemię można spojrzeć z innej strony?
Information
13 marzec 2020 - FORUM RODZICÓW
84294528 1008351832871337 5111393063746404352 nSłyszeliście kiedyś termin „slow life”? A o Światowym Instytucie Powolności (The World Institute of Slowness)? Nie? A marzyliście kiedyś o tym, żeby życie tak nie goniło? Żeby był czas na zatrzymanie się bez wyrzutów sumienia? Na pobycie w domu z dziećmi bez poczucia winy, że coś je omija i czegoś się w tym czasie nie nauczą? A nie macie poczucia, że właśnie to się wydarzyło? Że w tej całej trudnej (niebywale stresogennej!) sytuacji - z niepewnością, co przyniesie jutro - mimo wszystko można spróbować dostrzec, że ten czas być może jest nam w pewnym sensie podarowany.

Tak, wiem, chcielibyśmy, żeby okoliczności były inne. Ale na to nie mamy wpływu (mój znajomy mawia w takiej sytuacji: tak się gra, jak przeciwnik pozwala…). Mamy jednak wpływ na to, jak przez ten czas będzie wyglądała nasza codzienność. My i dzieci. 24 godziny na dobę w zamkniętych ścianach - bo takie są zalecenia, żeby dzieci raczej pozostawały w tym czasie w domach, kiedy nie będą chodziły do szkoły, przedszkoli, żłobków.

Zwariujemy, czy postaramy się ten czas wykorzystać? I potraktujemy, jak podarowane slow life?

Czy będziemy razem z dziećmi gotować czasochłonne posiłki, na które na ogół w codziennym zabieganiu nie ma czasu; czy pogramy razem w planszówki, przegadując po drodze wszystkie tematy, których nie było czasu poruszyć do tej pory; czy zrobimy teatrzyk kukiełkowy, szyjąc kukiełki z za małych dziecięcych ubrań, wykazując się przy tym szczytem kreatywności; czy poczytamy wspólnie każdy swoją książkę, siedząc na jednej sofie i popijając kakao (albo jedną na głos); czy raczej posadzimy dzieciaki przed komputerem czy telewizorem, a sami zajmiemy się swoimi sprawami?

Kiedy w 1999 r. Geir Berthelsen powoływał The World Institute of Slowness miała to być swoista odtrutka na ciągły bieg w kierunku coraz „wyższych celów”, karierę zawodową za wszelką cenę (często kosztem relacji rodzinnych), na gromadzenie dóbr, konsumpcjonizm, zaniedbywanie relacji. Chodziło o zwrócenie się ku najbliższym osobom, ku rodzinie, skoncentrowanie na nich, na relacjach z nimi, na czerpaniu przyjemności ze wspólnie spędzonego czasu – bez pośpiechu, bez presji, bez poczucia winy. Życie wolno tu i teraz, w warunkach jakie są, cieszenie się najdrobniejszymi rzeczami, zauważanie ich i docenianie... Dostrzeganie pozytywów nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Że to trudne?

Ale czy jest cokolwiek innego, co może nas uszczęśliwić?

Z badania Harvard Grant Study - nota bene najdłużej trwającego badania psychologicznego (75 lat!) - wynika, że nie sukces zawodowy, nie status materialny; ba, nawet nie dobre zdrowie czyni nas szczęśliwymi, ale głębokie i trwałe więzi z najbliższymi. To więzi/relacje są najważniejsze (a mówiąc wprost: umiejętność kochania i bycia kochanym). A co jest najważniejsze w budowaniu więzi/relacji? Czas. Czas, który jesteśmy w stanie innym ofiarować, dodajmy… 

I właśnie mamy ku temu doskonałą okazję. Dostaliśmy czas. Tylko od nas zależy, co z nim zrobimy…


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


Zdjęcie ilustracyjne/fot. Agnieszka Podgórska

336x280 Zagrozenia