Dzisiaj jest
Zagubieni rodzice
Information
05 wrzesień 2019 - FORUM RODZICÓW
69185825 2376786555897846 8091981237662515200 nPond dekadę temu w jednym z felietonów w miesięczniku dla rodziców napisałam: „Ostatnio wyczytałam, że nic tak nie zaszkodziło dzieciom jak „wymyślenie” psychologii rozwojowej dziecka. (…) Niektórzy rodzice, żeby nie skrzywdzić – bo przecież tak się nasłuchali o roli dzieciństwa i jego wpływie na całe dorosłe życie, o „toksycznych rodzicach” i odkręcaniu ich złego wpływu w licznych sesjach terapeutycznych – zaczęli się bać własnych intuicji wychowawczych i stali się niepewni swych racji, jak nigdy dotąd. Wciąż zastanawiając się nad swoim złym wpływem na przyszłe losy swoich pociech, wolą nie robić nic, nie wymagać, nie stawiać granic, bo jaki to będzie miało wpływ na ich dzieci w przyszłości... A nie daj Boże, żeby puściły im emocje, żeby okazali się ludźmi. Wyczerpani więc, zaczytujący się w kolejnych poradnikach, wciąż starający się trzymać nerwy na wodzy, stają się coraz bardziej zagubieni. I niepewni swojej roli. A na domiar złego wciąż się obwiniający”.

Czy sytuacja się zmieniła? Czy po kilkunastu latach problemy rodzicielskie pewnej grupy dorosłych nadal są takie same? Hm… powiedziałabym nawet, że doszły nowe… Nawet jeśli niektóre odeszły w niepamięć. Niemniej jednak rynek poradników dla rodziców, a także usług z tym związanych ma się zupełnie nieźle. Tak, usług, bo można nawet zadzwonić wieczorem do psychologa, który będzie na bieżąco instruował, jak uciszyć płaczącego malucha i sprawić, żeby usnął…

Ale czy to źle, że jako rodzice korzystamy z porad i usiłujemy zdobywać wiedzę, żeby być jak najlepszymi rodzicami? Pewnie nie, jeśli jak we wszystkim, także w tym zachowujemy umiar i zdrowy rozsądek. Pewnie problem zacznie się wówczas, jeśli bez porady, wygooglowania, wizyty u psychologa czy pedagoga nie będziemy w stanie podjąć decyzji dotyczącej naszego dziecka. Staniemy się zupełnie nieporadni. Albo jeśli tak bardzo będziemy się starali być perfekcyjni, tak bardzo będziemy się bali popełnić nawet najmniejszy błąd, że w tym wszystkim nie będzie już miejsca na zwyczajną relację rodzic - dziecko. Będzie za to jakiś kontrakt, który trzeba zrealizować jak najlepiej, żeby osiągnąć sukces. Sukces, czyli wypuszczenie w świat idealnego człowieka, który posiadł wszystkie możliwe umiejętności, ma zaspokojone wszelkie możliwe potrzeby wyższego rzędu, a wiarą w siebie może góry przenosić. Słowem, jest po prostu ideałem.

Tymczasem nie ma idealnych rodziców, tak jak nie ma idealnych dzieci. Nie wychowamy takich. I warto przyznać sobie prawo (ale także naszym dzieciom) do popełniania błędów. Nie trzeba też mieć jakichś nadzwyczajnych umiejętności i specjalistycznej wiedzy, żeby stać się dobrym rodzicem. Bo wychowywanie dziecka to szczypta sztuki, odrobina intuicji i ogrom… miłości. Nie zaszkodzi też wiara w siebie.

I żeby było jasne, nie mówię, że zdobywanie wiedzy jest złe, nie hejtuję psychologów, nie neguję roli pedagogów: niekiedy ich pomoc bywa naprawdę nieodzowna i działa prawdziwe cuda. Ich praca jest bardzo ważna i są niezbędni. Mówię tylko, drodzy rodzice, zaufajmy również sobie samym i naszej intuicji rodzicielskiej. Trochę pewności siebie nam nie zaszkodzi. Niekoniecznie jest tak, że to inni (w sensie specjaliści) wiedzą lepiej, co jest dobre dla naszego dziecka. I nie bójmy się naszych dzieci. Także nastoletnich. Ani popełniania błędów. Jak mawia mój znajomy, jeśli choć raz o sobie pomyślałeś, że jesteś złym rodzicem, to dowód na to, że jesteś świetnym rodzicem. Żaden zły rodzic nie pomyśli o sobie, że jest zły (w ogóle nie będzie miał refleksji związanych z rodzicielstwem), ale wielu dobrych rodziców tak o sobie myśli.

Cóż, może rzeczywiście jest coś w powiedzeniu, że dziecku tak naprawdę niewiele potrzeba - tylko trzech rzeczy: miłości, jedzenia i… miłości. Dodałabym tylko „mądrej miłości”. Wiec może nie ma co zawsze aż tak bardzo się przejmować? Może czasami warto wrzucić na luz? 


Małgorzata Tadrzak-Mazurek