Dzisiaj jest
Czy wszystko podlega dyskusji?
Information
29 sierpień 2019 - FORUM RODZICÓW
silence 4069751 1280Czy rzeczywiście o wszystkim trzeba rozmawiać, nad wszystkim trzeba debatować, na wszystko reagować? Wszystko rozkładać na czynniki pierwsze, analizować, wsłuchiwać się w opinie ekspertów…? A może jednak nie ma niczego złego w tematach tabu? A może czasami już sama dyskusja na jakiś temat może okazać się złem?

Czy istnieje w ogóle taka możliwość?

Wydaje się to nieprawdopodobne, szczególnie w dobie gloryfikowania równości, partnerstwa, demokracji… Ale także niezwykle powszechnej relatywizacji.

Z dziećmi też próbujemy rozmawiać „o wszystkim”, wszystko tłumaczyć, przedstawiać argumenty. Nie ma tematów zakazanych. A co, jeśli nie zawsze trzeba? Jeśli czasami lepiej byłoby nie wdawać się w szczegóły, nie analizować, nie dzielić włosa na czworo? Co, jeśli dla dzieci lepiej byłoby czasami usłyszeć: „nie, bo nie”; „to akurat nie podlega dyskusji”? Bo każda dyskusja oswajałaby z tematem, z którym nie chcemy, żeby dziecko było „oswojone”. Że zapachniało autorytaryzmem? Rodzicielską opresją? XIX wiekiem? Że na samą myśl ciarki po plecach przechodzą?

To wyobraźmy sobie sytuację, że nasze dziecko na jakimś etapie rozwoju zapyta np. o toczącą się w przestrzeni publicznej dyskusję na temat aborcji. Co wówczas? Zasypiemy je argumentami „za”? „Przeciw”? A może po prostu powiemy: „nie zabijaj” i koniec dyskusji, bo uznamy, że każde wypowiedziane w tym temacie słowo jest nieuprawnione… Co więcej, może każde podjęcie tematu z dzieckiem będzie tym, co w inżynierii społecznej nazywa się „oknem Overtona”?

Otóż, Joseph Overton jest autorem pewnej koncepcji, według której każda nawet najbardziej niedorzeczna i najbardziej kontrowersyjna idea jest możliwa do zaakceptowania społecznego, jeśli podejmie się pewne działania (etapy) i jednym z pierwszych jest właśnie przekroczenie tematu tabu. „Aby zacząć zmieniać opinię publiczną dotyczącą (…) konkretnego zagadnienia naukowcy zaczynają je najpierw rozkładać na czynniki pierwsze. Dla naukowców nie powinno być w końcu żadnych tematów tabu”. – można przeczytać na portalu PieknoUmyslu.com w artykule Okno Overtona – na czym polega ta ciekawa koncepcja?, gdzie koncepcja Overtona jest opisana na przykładzie kanibalizmu. I dalej: „Dzięki wnioskom wysnuwanym przez naukowców społeczeństwo będzie postrzegać tych, którzy odmawiają zdobycia wiedzy na ten temat jako ślepo fanatycznych i wręcz nieprzejednanych. Ludzie, którzy się opierają temu „postępowi”, zaczną być postrzegani jako fanatycy, którzy sprzeciwiają się zaakceptowaniu zdobyczy nauki. Osoby nie wykazujące jakichkolwiek oznak tolerancji wobec kanibalizmu zaczynają być publicznie potępiane…” 

Czyli przekraczamy tabu, analizujemy, „badamy”, rozkładamy na czynniki pierwsze, piętnujemy „niepostępowych” aż dochodzimy do etapu, kiedy (jak czytamy we wspomnianym już artykule) „kanibalizm staje się ulubionym tematem rozmów i programów telewizyjnych". Przy czym kluczowe jest stwierdzenie „ulubionym tematem rozmów”. I nie ma znaczenia, jaki wydźwięk mają te rozmowy, najważniejsze, żeby się odbywały. Żeby o tym mówiono, spierano się o to, przedstawiano argumenty. Jednym słowem oswajano z tematem. To koniec końców, po pokonaniu kolejnych etapów, doprowadzi do… legislacji.

Coś co było „nie do pomyślenia”, moralnie nie do zaakceptowania, staje się obowiązującą „normą”. I może się zacząć od… zwyczajnej dyskusji.
Czasami może być rzucone tak radykalne i niemożliwe do przyjęcia hasło, że wszyscy będą się oburzać, ale to „oburzanie się”, także będzie wchodzeniem w dyskusję i może być po prostu wpisane w osiągnięcie celu. Jak w tym dowcipie, kiedy nastolatka przychodzi do rodziców i mówi, że jest w ciąży i nie wie, co będzie z dzieckiem, bo brała narkotyki, a kiedy przerażeni rodzice niemalże schodzą na atak serca oświadcza, że żartowała i chciała im tylko zakomunikować, że mogło być o wiele gorzej, a ona tylko dostała jedynkę z matmy. I dla tak przygotowanych rodziców ta jedynka z matmy staje się niemalże błogosławieństwem, zostaje natychmiast zaakceptowana: „dzięki Bogu, że to tylko to”.

Kto wie, może my też czasami dajemy się na coś takiego złapać? Może podejmujemy dialog, którego nie warto podejmować? Może nie o wszystkim powinniśmy dyskutować z dziećmi ? I może nie wszystko publicznie komentować?

Może milczenie naprawdę czasami jest złotem?


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com