Dzisiaj jest
FamilyOnBoard 4Agata Gramacka
podróżniczka


Co zrobić z dziećmi, gdy długo czekamy na samolot, mamy kilkudniowy przejazd koleją lub potrzebujemy chwili spokoju i skupienia, żeby zorganizować kolejny etap podróży? Najlepsza odpowiedź brzmi: nic. Dzieci sobie doskonale poradzą same. Po chwili udawanego „nudzenia się" - z chęci zainteresowania sobą – zwykle następuje eksplozja pomysłów, rozmów i poruszania się w każdym kierunku. Co prawda może pojawić się wówczas mały problem, bo nie zawsze otoczenie toleruje takie głośne i szybko poruszające się dzieci. Czy wtedy nadal odpowiedź brzmi: nic nie robić? I tak, i nie.

Z pewnością należy przedstawić dzieciom, jakie są zasady panujące w danym miejscu (np.: w pociągu rozmawiamy przyciszonym głosem, żeby nie utrudniać podróży innym; w samolocie nie krzyczymy „bomba"; w hostelu można zapoznać się z układem korytarzy, ale bieganie po nich i pukanie do wszystkich drzwi może nie być mile widziane). Warto jasno wyartykułować, czego od nich oczekujemy i jaki jest tego powód (np.: potrzebuję, abyście przez pół godziny zorganizowali sobie spokojne zajęcie, bo chcę się skupić, żeby kupić bilety na kolejny przejazd i zależy mi, żeby wybrać najlepszą opcję i nie pomylić się przy płatności). Jeśli chcesz, przedstaw dzieciom alternatywę, daj wybór (np.: nauczcie się, szeptając między sobą słowa klucze alfabetu Morse'a wykorzystywanego podczas awaryjnej łączności albo narysujcie z pamięci do kroniki podróży ostatnio widziany budynek/pojazd/rzecz, który zrobił na was wrażenie). Tyle wystarczy.

Kiedy dzieci wiedzą, jakie są zasady i czego się od nich oczekuje, czasem z małą pomocą, ale potrafią doskonale sprostać tym zasadom i oczekiwaniom. Wówczas okazuje się, że np.: najmłodszy (sześcioletni) Tomek wymyśla, że przez zadawanie obcym ludziom pytania: „Where are you from?" może dowiedzieć się skąd są współtowarzysze podróży - okazało się, że byli z nami ludzie z Czech, Stanów Zjednoczonych i Australii i też my, dorośli dowiedzieliśmy się, że Tasmańczyk nie powie, iż jest Australijczykiem, podkreślając swą odrębność; ośmioletnia Iga narysuje niesamowicie dokładny (jak na rysowanie z pamięci) obraz z chińskimi lampionami; a dziesięcioletni Janek przeczyta kolejne przygody Pana Samochodzika, zapamiętując wiele historycznych szczegółów zagadek. Lub wymyślą razem, że mogą zacząć tworzyć spis rzeczy do zabrania na coroczne wakacje do babci i plan przyszłych zajęć albo zorganizują sobie zawody sportowe w wiszeniu lub podciąganiu na drążku (półce na bagaże w pociągu).

A nawet jeśli rzeczywiście się ponudzą, to naprawdę nic złego im się nie stanie. I choć nasze dzieci lubią i chcą grać czy bawić się elektronicznymi gadżetami, to tego nie robią, bo my świadomie zachęcamy ich do innego spędzania czasu. A jeśli już z nich korzystają, to mamy jedną główną zasadę: określamy czas korzystania z nich. Wchodzą tu w grę poważne negocjacje między rodzicami a dziećmi. Natomiast druga zasada jest taka, że jest jedno urządzanie na całą trójkę. Tutaj natomiast wchodzą w grę umiejętności wypracowywania kompromisu, bo mając ograniczony czas, muszą dojść szybko do porozumienia, co będą robić i na jakich zasadach, żeby każdy był zadowolony. Do tego dochodzi, oczywiście, nadzór rodzicielski, bo warto wiedzieć, co dzieci oglądają i w co grają, żeby w razie czego odpowiednio zareagować. Nie wszystko, co się nazywa "bajka" lub "gra dla dzieci" rzeczywiście nadaje się dla dzieci.

Tłumaczymy też dzieciom, jak działa uzależnienie od gadżetów i nie boimy się podczas tych rozmów używać porównania do narkotyków. Rozmawiajmy również o tym, dlaczego reklamy przekłamują rzeczywistość, jak działa świat marketingu i jakie ma cele. Mówmy, że dobro klienta i użytkownika jest na końcu tej listy. Uczmy nasze dzieci korzystania ze zdobyczy cywilizacji mądrze. Bo wszystko jest dla ludzi, jeśli umiar i zdrowy rozsądek jest na pierwszym miejscu. Nie o to więc chodzi, żeby nasze dzieci nie umiały i nie korzystały z nowoczesnej elektroniki, ale o to, żeby nie stanowiła ona centrum ich życia.

Bo centrum życia naszych dzieci powinna stanowić relacja z drugą osobą. Prawdziwa relacja, w której nie pośredniczy żaden nowoczesny ekran. Nasza podróż dookoła świata była powrotem do tradycyjnych relacji: spędzania czasu z ludźmi spotkanymi na naszej drodze, rozmów do późnej nocy, poznawania ich historii, radowania się ze spotkania drugiego człowieka.

I co zrobiły nasze dzieci tuż po powrocie do domu? Pobiegły spotkać się ze swoimi przyjaciółmi.


Agata Gramacka - podróżniczka, mama trojga dzieci; razem z mężem Maciejem i dziećmi – Tomkiem, Igą i Jankiem (w wieku od 6 do 10 lat) - odbyła półroczną podróż dookoła świata, z której wrócili w marcu 2019 r.


FamilyOnBoard 1FamilyOnBoard 11FamilyOnBoard 12