Dzisiaj jest
90145688 638583350327057 2680271764088422400 nNauka na odległość stała się faktem. Jest obowiązkowa. A to znaczy tylko tyle, że nasze dzieci muszą w niej uczestniczyć, a szkoły muszą tak ją zorganizować, żeby wszyscy uczniowie w miarę bezproblemowo mogli brać w niej udział. Na razie takie nauczanie jest przewidziane do 10 kwietnia br. Może być jednak przedłużone. Od dziś też dzieciaki będą miały wystawiane oceny.

Różne szkoły, różnie poradziły sobie (albo nie poradziły) z problemem, bo to dyrektorzy placówek są odpowiedzialni za zdalną naukę, więc nie wszędzie wygląda to tak samo. Dużo też zależy od poszczególnych nauczycieli. Jedni stawiają na lekcje online, gdzie dzieci łączą się na żywo i mogą widzieć nauczyciela i siebie nawzajem (niekiedy jest nawet możliwość zadawania pytań), inni nagrywają swoje wykłady i udostępniają je uczniom, jeszcze inni wysyłają tylko same zadania, albo co gorzej tylko numery stron, które trzeba przeczytać w podręczniku. Bywają też nauczyciele, którzy dosłownie zawalają dzieci ilością rzeczy do wykonania. W każdym razie tak to wyglądało do tej pory, kiedy nauczanie na odległość jeszcze nie było obowiązkowe, ale wiele szkół i tak je prowadziło.

Z drugiej strony, część rodziców (uczniów) miało trudności, żeby taką naukę w domu zorganizować. Szczególnie, jeśli dzieci w rodzinie jest więcej, a rodzice w pełni świadomie nie wyposażali je wcześniej w laptopy, smartfony czy tablety. Słyszy się też głosy narzekających nauczycieli, że muszą pracować na własnym sprzęcie, że nie wiadomo jak ich praca będzie rozliczana… Ale mimo tych trudności, mimo początkowego chaosu, który jest oczywisty w warunkach, jakich się znaleźliśmy, okazuje się, że nasze adaptacyjne możliwości są jednak ogromne - nie nieograniczone - ale jednak wystarczająco duże. I jak zwykle mamy możliwość spojrzeć na to wszystko, co się dzieje z dwóch stron (tak jak na szklankę z wodą, o której jedni powiedzą, że jest do połowy pusta; a inni, że w połowie zapełniona).

W dramatycznym czasie, w jakim się znaleźliśmy, wydaje się jednak rozsądniejsze szukanie pozytywów i nadziei niż koncentrowanie się na tym, co jest nie tak. I w tym kluczu spróbujmy spojrzeć na to, co jest. Mamy epidemię, dzieci nie mogą chodzić do szkoły, nie mogą się uczyć. I co się wydarza? Dzieci nie zostają porzucone, rodzice nie są pozostawieni sami sobie, ale jest podjęta próba poradzenia sobie z sytuacją i zorganizowania nauki na odległość. Oczywiście, że jest zamieszanie, oczywiście, że przy okazji popełniane są błędy. Nikt z nas nie przećwiczył wcześniej takiego scenariusza. Ale próba zostaje podjęta.

Odpowiedzialność w dużej mierze spada na dyrektorów szkół. To oni w relatywnie krótkim czasie, w warunkach kryzysu, działania pod presją, musieli się zorientować w możliwościach technicznych swoich uczniów, a właściwie ich rodzin (niektóre szkoły zorganizowały zbiórkę sprzętu dla dzieci, które nie miały na czym pracować), zorganizować pracę nauczycieli. A nauczyciele? Wielu z nich podjęło się zdalnego nauczania swoich uczniów zanim jeszcze został na nich nałożony taki obowiązek i spora część bez mrugnięcia okiem używa do tego prywatnego sprzętu. Tak wiem, niektórzy robili to nieudolnie, ale oni również nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z nauczaniem na odległość, więc wielokrotnie ich błędy nie wynikały ze złej woli, jedynie z braku doświadczenia czy niekiedy wyobraźni... A przy tym niektórzy są naprawdę zatroskani o swoich uczniów i nie tylko o nauce mowa.

A co z nami rodzicami? Chcąc nie chcąc w większości wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za edukację dzieci, zorganizowaliśmy swoją pracę tak, żeby w miarę możliwości nie kolidowała z domowymi lekcjami. Na szybko pożyczyliśmy, kupiliśmy czy w inny sposób został nam udostępniony sprzęt. Zorganizowaliśmy miejsce, gdzie dzieci w miarę bezkolizyjnie mogą się uczyć.

Po pierwszym szoku, chaosie powoli, powoli, bardzo powoli może przywykniemy do nowej rzeczywistości…

A że nie jest łatwo? Że nie wiemy, jak długo jesteśmy w stanie to wytrzymać? Że chaos? W takich sytuacjach pomocne może się okazać koncentrowanie się na tym, co mamy (co tu i teraz), a nie na tym, co utraciliśmy albo czego nigdy nie mieliśmy. Albo może nawet o wiele drastyczniejsze środki, np. zmiana perspektywy - może na taką z danych ogłoszonych przez UNESCO, że w 2018 r. około 260 mln dzieci w wieku od 6 do 17 lat w ogóle nie miało dostępu do nauki, nie chodziło do szkoły. To jedna szósta wszystkich dzieci na świecie. Że nas to nie dotyczy? Że przesada? Że chwyt poniżej pasa? Hm… to też realność.


Małgorzata Tadrzak-Mazurek


Zdjęcie ilustracyjne/fot. Elżbieta Lachman
336x280 Zagrozenia